Clinique, seria Take The Day Off | Specjalista skutecznego demakijażu

6 października 2020

Clinique, seria Take The Day Off | Specjalista skutecznego demakijażu

take the day off clinique douglas

Demakijaż to dla mnie podstawowa czynność, a produktów do tego przeznaczonych wypróbowałam już naprawdę całą masę - stwierdziłam więc, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Ale dzięki uprzejmości Perfumerii Douglas miałam okazję wypróbować serię Take The Day Off od Clinique i poznać nowy wymiar demakijażu!


Take The Day Off


Do tej pory zwykle używałam płynów micelarnych - trochę przeszkadzała mi tępość skóry po ich użyciu, ale nie mogłam się doczepić do skuteczności w kwestii zmywania makijażu. Próbowałam też mleczek, które były w tej kwestii delikatniejsze, ale nie nadawały się do demakijażu oczu, bo zostawiały mgłę i ogólnie miałam wrażenie zlepienia skóry. Przetestowałam też olejki, ale zwykle były tłuste i wszystko rozmazywały - być może trafiłam po prostu na nieodpowiednie produkty, bo Clinique pokazał mi, że z taką formą demakijażu można się polubić, a nawet ją pokochać!

Jestem praktyczną osobą - stawiam na efekt, lubię prezenty, które służą, a nie stoją i się kurzą. Ale jednocześnie niezwykle doceniam to puszczenie oczka do klienta poprzez nazwę produktu, za którą kryje się coś więcej. Take the day off - ściągnij z siebie dzień, zmyj go i odpocznij. Demakijaż jest dla mnie takim symbolicznym momentem, kiedy dzień się kończy, kiedy jestem w domu i kiedy mogę już wrzucić na luz, kiedy ja i moja skóra stawiamy na regenerację.  


clinique take the day off olejek do demakijażu

Balsam czy olejek do demakijażu?


W tym przypadku każdy wybór jest dobry, bo oba produkty mają bardzo podobne działania i skuteczność. Różnią się formą i konsystencją, więc to zależy już od indywidualnych preferencji. 

Olejek jest wyposażony w pompkę, więc mamy znaczne ułatwienie w kwestii dozowania. Taki sposób jest też oczywiście bardzo higieniczny. Olejek nie jest tłusty i lepiący, co jest ogromną zaletą i odróżnia go od innych tego typu produktów, które miałam okazję stosować.

Balsam wygląda w opakowaniu jak krem, ale w konsystencji przypomina idealnie gładki olej kokosowy. Przewagą balsamu jest to, że ma formę stałą, więc nic nie przelewa nam się przez palce, dopiero na skórze zamienia się w aksamitny olejek. Minusem jest to, że wkładamy palce do opakowania - można oczywiście użyć szpatułki, ale myślę, że niewielu osobom będzie się chciało wykonać taki dodatkowy krok. 

clinique take the day off balsam do demakijażu

Oba produkty pod wpływem ciepła, a następnie wody zamieniają się w białą emulsję. Do dokładnego oczyszczenia skóry konieczna jest tutaj ściereczka, bo samo umycie twarzy wodą jest niewystarczające. Ja używam płatków wielorazowych z bambusa lub specjalnych ścierek do demakijażu. Kosmetyki są bezzapachowe, co mnie akurat odpowiada, bo nie lubię intensywnych zapachów przy pozbywaniu się makijażu. 

Próbowałam nimi nie tylko zmywać makijaż twarzy, ale również oczu. Oczywiście na początku trochę go rozmazujemy, ale cały proces jest zaskakująco delikatny. Nie ma konieczności mocnego pocierania skóry, by pozbyć się produktów kolorowych, bo wszystko ładnie zostaje na ściereczce. W przypadku tuszu warto nałożyć produkt jeszcze raz - można zapomnieć o efekcie pandy. Skóra jest przyjemnie czysta i gładka, ale jednocześnie niewysuszona i bez filmu. Nie zauważyłam żadnych problemów z cerą podczas używania tych produktów, a może nawet lekką poprawę jej kondycji.

Akurat ja demakijaż wykonuję od razu po przyjściu do domu, więc nie jest on u mnie elementem pielęgnacyjnej rutyny przed snem. Dlatego po takim oczyszczeniu skóry spryskuję twarz nawilżającym tonikiem lub czasem nakładam maseczkę i do końca dnia już nic więcej z nią nie robię. Po płynie micelarnym jeszcze dodatkowo zmywałam twarz jakimś olejkiem właśnie, bo czułam jakiś delikatny dyskomfort na skórze.

clinique take the day off makeup remover

Płyn dwufazowy do demakijażu oczu - makeup remover


Rozumiem, że nie każdemu będzie odpowiadać demakijaż oczu takim olejkiem czy balsamem, bo trzeba się do tego przyzwyczaić. Dlatego w ofercie znajdziemy też płyn dwufazowy. Wystarczy dokładnie zmieszać warstwy, nalać odrobinę na wacik i przyłożyć na kilka sekund do oczu. Wszystko dosłownie w mig się rozpuszcza. Bez przesady mogę powiedzieć, że wśród płynów dwufazowych ten od Clinique na pewno jest u mnie na podium. Zero jakiejkolwiek mgły, podrażnień czy zaczerwienień, bo nie trzeba się wysilać, by pozbyć się kolorówki. Co ciekawe, opakowania jest zabezpieczone tak jak niektóre leki, czyli trzeba nakrętkę lekko wcisnąć i dopiero przekręcić. 

Połączenie obu form demakijażu (najpierw oczy płynem dwufazowym, a potem cała twarz olejkiem i ściereczką) jest po prostu perfekcyjne! Mamy wrażenie, że skóra jest czysta i wypielęgnowana.


Na początku napisałam, że produkty te przetestowałam dzięki współpracy z Douglas i domyślam się, że bardzo pozytywna opinia na ich temat może w Was wywołać wątpliwości. Biorę to jednak na klatę, bo naprawdę z czystym sumieniem mogę te kosmetyki polecić. Swego czasu balsam do demakijażu był hitem na YouTube, jednak cena powstrzymywała mnie przed zakupem. Tym bardziej cieszę się, że mogłam się na własnej skórze przekonać, że warto! Zdaję sobie sprawę, że kosmetyki te niestety nie należą do najtańszych (90 zł płyn dwufazowy, 120 zł olejek, 150 zł balsam), ale na pocieszenie mogę stwierdzić, że są naprawdę wydajne (chociaż trochę gorzej jest z płynem dwufazowym) i skuteczne. Więc jeśli jesteście wymagającymi osobami w kwestii demakijażu i ciągle nie możecie znaleźć czegoś dla siebie, to to może być dobry kierunek. 


Kto z Was używał serii Take The Day Off? A może macie doświadczenia z innymi kosmetykami tej marki?

Pędzel czysty w 3 sekundy? | Color cleaner z Aliexpress

26 września 2020

Pędzel czysty w 3 sekundy? | Color cleaner z Aliexpress

czyścik_do_pędzli-Aliexpress

Jako że mam sporo pędzli, to na bieżąco mogę korzystać z czystych, a większe mycie urządzam raz na dwa-trzy tygodnie. Niemniej jednak czasem zdarzają się sytuacje awaryjne, kiedy chciałybyśmy, aby ten pędzel był czysty jak najszybciej. I dlatego właśnie postanowiłam przetestować pewien wynalazek z Aliexpress, który ma sprawić, że brudny pędzel ma być gotowy do użycia... w trzy sekundy!

czyścik_do_pędzli-Aliexpress

Co to takiego? To metalowe pudełeczko z gąbką w środku. Szczerze mówiąc, kiedy robiłam zamówienie, to wyobrażałam sobie, że ta gąbeczka będzie nasączona jakimś płynem czyszczącym. Okazuje się jednak, że wygląda ona trochę jak druciak do mycia garnków (oczywiście jest zdecydowanie bardziej miękka) - ma duże pory i wypustki. Aktualnie na Aliexpress ten gadżet można kupić za ok. 2 dolary, więc tak naprawdę są to grosze. Mało tego, w zestawie są aż cztery takie gąbeczki, które można normalnie prać, więc nie ma większego problemu z utrzymaniem ich w czystości. 


Jak to działa? Po prostu pocieramy brudny pędzel, a zanieczyszczenia zostają na czyściku.

Czy jest skuteczne? Niestety średnio. Gadżet może być według mnie przydatny w przypadku pędzli do oczu, kiedy chcemy szybko z włosia ściągnąć kolor i wykorzystać ten sam pędzel do innego cienia. Zresztą nawet nazwa tego produktu wskazuje właśnie na oczyszczanie z koloru. Jeśli spodziewalibyście się tego, że pędzel będzie całkowicie czysty, to tak to nie działa. Dodatkowo, niestety czyszczenie odbywa się po prostu w sposób mechaniczny i wypustki powodują, że włosie się niszczy. W środku zostało mi wiele pokruszonych włosków... 


Podsumowując: skuteczność oczyszczania pędzli jest średnia, a dodatkowo wypustki na gąbeczce są dosyć agresywne dla włosia. Dlatego może się to przydać tylko w sytuacjach awaryjnych, kiedy robicie makijaż oka i okazuje się, że wszystkie pędzle są akurat brudne. Ja czyścika używam bardzo rzadko, bo staram się dbać o swoje pędzle najlepiej jak to możliwe, bo w część z nich zainwestowałam niemałe pieniądze. Krótko mówiąc, ja jestem zawiedziona!

5 rzeczy do domu, których kupna nie żałuję

19 września 2020

5 rzeczy do domu, których kupna nie żałuję


Stwierdziłam, że troszeczkę chcę rozszerzyć tematykę na blogu, o czym kiedyś już wspominałam (to był też jeden z powodów zmiany nazwy). Ciągle się jednak waham, w jaką dokładnie stronę chciałabym iść. Jednocześnie będzie to również wymagało ode mnie pewnej przebudowy na mojej stronie :) Tym razem przychodzę do Was z tematem domowym i chciałabym Wam pokazać kilka fajnych sprzętów do mieszkania (tańszych i droższych), z których jestem bardzo zadowolona!

Głośnik Marshall


Muszę przyznać, że o głośnikach Marshall dowiedziałam się z Instagramu i wiele dziewczyn pisało o nich same pochlebne opinie. Faktycznie znam markę, bo często można ją zobaczyć na koncertach - wywołuje to więc skojarzenia z profesjonalizmem i dobrą jakością. Dodatkowo, głośniki te mają fajny retro design. Mój model to Stanmore II i jeśli dobrze pamiętam, to zapłaciłam za niego ok. 1200 zł. Wydatek nie jest najmniejszy, ale naprawdę warto! Jestem super zadowolona z jakości dźwięku, nie ma żadnych szumów czy przeskoków, możemy też bezpośrednio na głośniku dopasowywać efekt do naszych upodobań. Głośnik można połączyć zarówno przez bluetooth (np. do telefonu czy tabletu), jak i do komputera przy pomocy kabla (ja tak właśnie z niego korzystam). 


Mop Vileda


Mop to teoretycznie tak codzienna rzecz, że często nie przykładamy do niej większej wagi. U mnie też tak było, dopóki nie kupiłam tego cudeńka! Wszystko jest tak skonstruowane, że nie musimy zamoczyć nawet paluszka w wodzie, by wszystkie podłogi w mieszkaniu lśniły. Przeważnie spotykałam się z tym, że tego typu mopy są okrągłe i to mnie nie przekonywało. Aż zobaczyłam, że jest też wersja prostokątna, dzięki której możemy się dostać bez problemu w każdy kąt. Mop posiada oczywiście automatyczny wyciskacz na pedał, więc nie pozalewamy sobie paneli. Kiedy go kupowałam, była to nowość, więc zapłaciłam za niego coś ok. 120 zł, teraz można dostać go za 80-100 zł. Jest do znalezienia pod nazwą "Ultramax" i chyba zdarza się, że nawet da się go dorwać w Biedronce. 

Toster DeLonghi

Możecie nie wierzyć, ale to jest dopiero mój pierwszy toster w życiu! Wybrałam DeLonghi Brillante ze względu na bardzo fajny design. Ale nie tylko! Zależało mi na tym, żeby toster miał opcję rozmrażania oraz ruszt do podgrzewania bułek. Musze przyznać, że sprzęt jest naprawdę mocny i z 5-stopniowej skali, jaką posiada, zwykle używam tylko 1. i 2. stopnia, żeby nie przypalić chleba. Jasne, to jest coś, bez czego można żyć, ale chrupiący tościk to jest niesamowita przyjemność :) Co ciekawe, rzadko używam chleba tostowego, a częściej tostuję chleb żytni na zakwasie i jem go w wytrawnej formie (np. z pesto i szynką). 


Ekspres do kawy DeLonghi


Ekspres do kawy mogę uznać za mój najważniejszy domowy zakup, bo jestem totalną kawoholiczką! Dla mnie nie ma dnia bez kawy :) Dodatkowo, wiąże się z tym pewna sentymentalna historia, bo ekspres kupiłam za swoją pierwszą premię, która była zdobyta naprawdę ciężką pracą, a ekspres był po prostu moim marzeniem. Oczywiście dla mnie musiała to być full opcja - ekspres ma możliwość mielenia ziaren i oczywiście ma też funkcję spieniania mleka, więc można wybrać każdy rodzaj kawy, jaki nam się marzy - od espresso po flat white. To jest dosyć spora inwestycja, bo jeśli dobrze pamiętam, musiałam wydać ok. 3500 zł. Ale naprawdę warto, bo będzie służyć przez lata (używam ekspresu chyba od 3 lat).


Fytkownica beztłuszczowa MPM


To jest mój najnowszy nabytek i nie spodziewałam się, że to będzie taka świetna rzecz! Bardzo często jadam frytki z marchwi i ta frytkownica sprawia, że one są po prostu idealne. Z piekarnika nie wychodziły takie, jakbym chciała - część była już przypalona, a część nadal twarda. Minusem jest to, że to dosyć spora maszyna i zajmuje dużo miejsca, co w mieszkaniu w bloku jest trochę problematyczne. Co ciekawe, zrobimy tutaj nie tylko frytki, ale możemy też upiec gorącym powietrzem mięso, owoce morza, a nawet babeczki. Tak jak wskazuje nazwa, nie musimy używać dodatkowo tłuszczu, choć ja do frytek dodaję np. odrobinę pesto lub oleju ryżowego. Taki luksus to koszt ok. 350 zł, ale ja skorzystałam z promocji przy kupnie telefonu i dostałam ją... za darmo! 


Jaki jest najdroższy sprzęt do domu, jaki kupiłyście i bez czego nie wyobrażacie już sobie codziennego funkcjonowania?

Nowości w mojej szafie | Stoneskirt, Converse, Answear, Moodo

12 września 2020

Nowości w mojej szafie | Stoneskirt, Converse, Answear, Moodo

Jeśli śledzicie moje InstaStories, to wiecie, że ten post miał się ukazać już dawno, ale niestety straciłam część swoich zdjęć po tym, jak padła mi karta SD. Zrobiłam nowe zdjęcia i wpis w końcu ujrzał światło dzienne :) Po dłuższej przerwie od zakupów ubraniowych znowu pojawiło się trochę nowości w mojej szafie. W nawiasach będę Wam podawać, gdzie kupiłam daną rzecz, jakiej jest marki oraz ile za nią zapłaciłam.

Na początek dwa białe T-shirty. Pierwszy ma zabawnego flaminga (Answear > Jacqueline de Yong, 39,90 zł) z ozdobnym elementem, który przypomina myjkę pod prysznic ;) A drugi ażurowe ramiona oraz wiązanie z tyłu (Answear > Medicine, 39,90 zł). Kołnierzyk też jest dopracowany koronkową lamówką. 

Na zdjęciu powyżej możecie też zobaczyć czarne szorty (Answear, Tally Weijl, 59,90 zł) - są naprawdę super! Takich właśnie szukałam. Z wyższym stanem, materiałowym paskiem i marszczeniami, przez co wydłużają sylwetkę i wyszczuplają 


Neutralna, szara koszulka z neonowym akcentem w napisach (Answear > Only, 44,90 zł). Można nosić solo, pasuje do wzorzystych spodni, ale myślę, że fajnie będzie wyglądać w zestawieniu z jeansami i marynarką. 


Trochę tych T-shirtów nakupiłam! Tutaj widzicie różową wersję tie dye (Answear, 39,90 zł), która jest teraz bardzo na topie. Wiąże się z nią śmieszna historia, bo moja mama myślała, że coś stało się z nią w praniu, a ja miałam ją pierwszy raz na sobie :D 

Spódnica, z którą ją zestawiłam (Answear > Haily's, 51,90 zł), na żywo naprawdę mnie zachwyciła! Piękny wzór w drobne kwiaty, rozcięcie oraz trochę falbany na dole. Kupiłam też w końcu czarny, skórzany pasek, bo okazało się, że nie mam takiego w szafie (Answear, 49,90 zł).


A poniżej wyprzedażowy look! Kwiecistą bluzkę (Sinsay, 16 zł!) kupiłam specjalnie do body - chciałam, żeby była półprzezroczysta. Przy kołnierzyku jest udekorowana koronką, a na dole falbanką. 

Spódnica mini jest z Reserved (32 zł) - bardzo podoba mi się kolor, coś zupełnie innego w mojej garderobie. Uwielbiam też, kiedy mini ma wyższy stan, bo wtedy figura wygląda zdecydowanie korzystniej. Minusem jest to, że po praniu zauważyłam brak jednego guzika, chyba tak musiało być już przy zakupie, bo guzik był spory, więc raczej nie wyparowałby z pralki. To jednak oczywiście da się naprawić, bo kupię guziki w pasmanterii. 


I moje pierwsze body! A nawet od razu dwa :) Kupiłam je, bo chciałam wykorzystać zniżkę w H&M, którą dostałam za zgromadzone punkty (zapłaciłam za oba 170 zł). Zastanawiałam się, jak będę się czuła w czymś takim, ale traktuję to po prostu jak bieliznę.  


Do mojej kolekcji trafiła też kolejna sukienka StoneSkirts. Bardzo się z tego cieszę, bo uwielbiam tę firmę. Wybrałam model Leyla w kwiatowy wzór (ze zniżką zapłaciłam 142 zł). To maxi z wiązanymi ramiączkami, sukienka ma też wstążkę w pasie, więc można ją regulować. 

Na zdjęciu obok widzicie "satynową" koszulę w kolorze brudnego różu (Answear > Mohito, 88,90 zł). Naprawdę bardzo ją lubię i zakładam nie tylko na co dzień, ale również na spotkania. 


Są też nowe buty - których już nie mam, gdzie trzymać :P W końcu kupiłam Conversy, o których myślałam już naprawdę od dawna (eobuwie, 189 zł), bardzo klasyczne, białe. Drugie to sandałki na obcasie (Deichmann, 44 zł, skorzystałam z wyprzedaży) - tak jak spódnica z Reserved, w błękitnym kolorze. Niestety pogoda nam się zepsuła i nawet nie zdążyłam w nich pochodzić.


I na koniec coś bardziej outdoor. Miałam okropny problem ze znalezieniem ładnej kurtki przeciwdeszczowej i przypadkowo trafiłam na sklep online Moodo. Kurtka w wyrazistym koralowym kolorze (oraz w trakcyjnej cenie - 80 zł) już została przeze mnie sprawdzona w górach i mogę powiedzieć, że daje radę! Ma oczywiście kaptur, kieszonki, a w pasie można ją ścisnąć i dopasować pod siebie.

Przy okazji do zamówienia dorzuciłam też szal z motywem kwiatów i liści (10 zł - cena szokująca ;)) wykończony chwostami, oczywiście w różu, a jakże!  Jakość tych ubrań bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, w szczególności biorąc pod uwagę naprawdę niskie ceny.



Pogotowie skórne | Mój plan ratunkowy na pozbycie się niedoskonałości z ramion i pleców

3 września 2020

Pogotowie skórne | Mój plan ratunkowy na pozbycie się niedoskonałości z ramion i pleców

pielęgnacja_skóry_problematycznej_plan_apteka

Jeśli śledzicie mój blog, na pewno wiecie, że mam cerę problematyczną i podejmuję dosyć duże wysiłki, aby jej stan był jak najlepszy. W ostatnich miesiącach dzięki zmianie diety i leczeniu dermatologicznemu skórę na twarzy udało się doprowadzić do całkiem niezłego stanu, ale za to problemy przeniosły się gdzie indziej. Nabawiłam się okropnych stanów zapalnych na górnej części rąk oraz plecach. Jako że czekam na wizytę u lekarza, to w tym czasie postanowiłam zadziałać trochę sama. Stwierdziłam, że podzielę się z Wami moim planem pielęgnacyjnym, który specjalnie opracowałam dla tej części skóry dotkniętej problemami.

WAŻNE! Podkreślam, że nie mam wykształcenia kosmetologicznego ani medycznego, a ten plan wymyśliłam na bazie moich doświadczeń, więc niekoniecznie u każdego musi się on sprawdzić.

pielęgnacja_skóry_problematycznej_plan_apteka

Codzienna wieczorna pielęgnacja


Po wieczornym prysznicu poświęcam dłuższą chwilę na uważniejszą pielęgnację i plan ten stosuję tylko na miejsca, które są dotknięte wypryskami czy grudkami. Naprzemiennie nakładam jeden z zestawów:

  • tonik z olejkiem pichtowym + Acnederm

Skąd wziął się u mnie taki pomysł? Jeszcze w liceum (kiedy nie było blogów, tylko czytało się wizaz.pl ;)) znalazłam przepis na tonik z olejkiem pichtowym - pamiętam, że świetnie oczyszczał skórę i postanowiłam do tego wrócić. Najpierw pomyślałam o własnoręcznym przygotowaniu kosmetyku, ale znalazłam coś gotowego w aptece i postanowiłam to sprawdzić, tym bardziej, że produkt od Prodermy nie zawiera alkoholu. Krem Acnederm zawierający kwas azaleinowy jest łatwo dostępny i można go kupić bez recepty, a jest przeznaczony właśnie na problemy z trądzikiem czy bliznami po niedoskonałościach.

  • Pixi Glow Tonic + Kailas

Tonik od Pixi znam już bardzo dobrze i świetnie się u mnie sprawdza. Zawiera 5% kwasu glikolowego, więc stężenie jest bardzo bezpieczne. W aptece trafiłam na ajuwerdyjski krem z ziołami przeznaczony do wszelkiego rodzaju problemów skórnych czy uszkodzeń, jak otarcia, odleżyny, a także właśnie trądzik. Nie miałam wcześniej z nim do czynienia, ale opis brzmiał intrygująco, więc postanowiłam spróbować.

pielęgnacja_skóry_problematycznej_plan_apteka


Punktowa wzmocniona pomoc na miejsca ze stanami zapalnymi


Punktowo na zmiany ze stanem zapalnym nakładam mieszankę pasty cynkowej z olejem z drzewa herbacianego, która działa wysuszająco i antybakteryjnie. Tego używam najczęściej po przyjściu z pracy lub kiedy siedzę w weekend w domu, czasem wcześniej przecierem też skórę tym tonikiem z olejem pichtowym. Zdarza się też, że pod makijaż nakładam sam olejek z drzewa herbacianego, żeby nie mieć białych placków ;) 


Suplementacja


Moją codzienną porcję wartości odżywczych uzupełniłam o dodatkowe suplementy - cynk (ostatnio kupiłam Zincas, bo to lek, a nie jedynie suplement) i wapń.

Pozytywne oddziaływanie cynku na skórę jest przez Was zapewne znane (a dodatkowo poprawiamy też odporność), natomiast wapń to moja inicjatywa. Bardzo często przy alergii czy wysypce taki wapń w płynie mi pomagał, więc stwierdziłam, że stany zapalne są czymś podobnym i może warto go zastosować.

Efekty


Niestety nie mam dla Was zdjęć efektów, ale znaczącą zmianę zauważyłam już po tygodniu! Po dwóch tygodniach w zasadzie zagoiły się te okropne stany zapalne. Teraz proces regeneracji strupków i przebarwień będzie niestety pewnie dosyć długi. Zmagam się też z grudkami na plecach, ale za kilka dni mam wizytę u dermatologa, więc na pewno poradzę się w tej kwestii. 


Stosowaliście któryś z tych produktów? Kto z Was również zmaga się z podobnymi problemami?

Organizacja w podróży | Kosmetyczki z Aliexpress

23 sierpnia 2020

Organizacja w podróży | Kosmetyczki z Aliexpress

W ciągu kilku miesięcy (a może nawet więcej?) przetrząsnęłam Aliexpress w poszukiwaniu różnych kosmetyczek i organizerów, w szczególności do bagażu, ale też do torebki. Zamówiłam kilka tych, które mnie najbardziej zainteresowały, i zebrałam je dla Was w jednym poście - może zainspirujecie się przed wyprzedażą, która rozpoczyna się 24 sierpnia!

Jako że ja zamawiałam to wszystko już dawno, nie podam Wam linków do konkretnych sprzedawców, ale te modele są dosyć popularne na Aliexpress i na pewno z łatwością znajdziecie coś identycznego. Ceny wahają się od kilku do kilkunastu złotych, a jakość wykonania jest naprawdę bardzo dobra i absolutnie nie ma się czego doczepić. 


Tę kosmetyczkę zamówiłam z myślą o przechowywaniu w niej pielęgnacji. Ma ona dużą, pojemną komorę, podzieloną przez doczepianą na rzepy kieszonkę z dwiema przegródkami. Na zewnętrznej klapie w środku mamy natomiast wszyte na stałe dwie siateczki. Wybrałam kolor biały, bo miał najładniejszy wzór, ale obawiam się, że podczas podróży dosyć szybko kosmetyczka się pobrudzi i zniszczy. Na razie miałam ją ze sobą chyba tylko raz, więc nie widać żadnego "zużycia".


Kolej na organizer "makijażowy! Kosmetyczka jest podzielona na dwie zapinane na zamek komory. W górnej znajduje się miejsce na pędzle. Fajnie, że jest tutaj taka wkładka z tworzywa sztucznego, która chroni nam włosie przed przytrzaśnięciem oraz przed pobrudzeniem całego materiału kosmetykami, które na tych pędzlach się znajdują. Co ciekawe, znajduje się też tutaj malutkie lusterko. Może malowanie przy nim nie należy do najwygodniejszych, ale jeśli zapomniałybyśmy takiego lusterka wziąć ze sobą, to możemy być uratowane. Jest też siatkowa kieszonka na zamek - ja często wkładam do niej pilniczek i soczewki. 

Do drugiej komory jesteśmy w stanie spokojnie spakować wszystko, co jest potrzebne do pełnego makijażu. Choć oczywiście nie zmieści nam się każda paleta do cieni. Tutaj też znajdziemy siateczkową przegródkę, która świetnie nada się na kredkę, tusz czy pomadkę. 

Jeśli dobrze pamiętam, to ta kosmetyczka była najdroższa ze wszystkich. Była ze mną już na wielu wyjazdach i na razie nic się z nią nie dzieje.



Powyżej możecie zobaczyć dwie kosmetyczki idealne do torebki. Pierwsza jest płaska, a jej wielkość jest idealnie dopasowana do podpasek, więc to fajny patent na to, żeby te środki higieniczne nie leżały gdzieś luzem w torebce i przez przypadek nam nie wypadły.

Druga ma wzór słodkich flamingów i jest odrobinę grubsza. W środku znajdziemy małe przegródki idealne na pomadki, na środku taką główną komorę i jeszcze mniejszą kieszonkę np. na wkładki czy bibułki matujące.


A teraz organizer przeznaczony na biżuterię! Jeśli macie jej niewiele, to sprawdzi się nawet w domu, a nie jedynie w podróży. W środku jest masa przegródek oraz miejsce na pierścionki / wkrętki, a w drugiej komorze "wieszak", dzięki czemu nic się nie poplącze (tutaj polecam wkładać cieńsze łańcuszki, bo w głównej komorze niestety i tak się pomieszają - przetestowałam ;)).


Mam też saszetkę technologiczną ;) Wprawdzie składa się z dwóch komór, ale mogłaby być odrobinę grubsza, bo jednak te wszystkie wtyczki, baterie czy powerbaki trochę miejsca zajmują. Tutaj ponownie - każda komora wyposażona jest w mniejsze kieszenie, dzięki czemu wszystko można posegregować. 


Na koniec zestaw grubszych toreb z iście wakacyjnym motywem monstery. Zamówiłam trzy różne rozmiary i miałam je już ze sobą wiele razy - widać, że były używane, ale nic się nie podarło ani nie pościerało. Przewożę w nich jasne rzeczy, swetry (żeby się nie pomechaciły), a także bieliznę. Spokojnie można tutaj nawet włożyć mokry ręcznik czy strój kąpielowy, żeby pozostałe rzeczy się nie zamoczyły. 

Aliexpress to prawdziwy mistrz organizacji! Jak widzicie, znajdziecie dosłownie każdą kosmetyczkę, jaką mogłybyście sobie tylko wymarzyć :) I to oczywiście w przystępnej cenie ;)