5 rzeczy do domu, których kupna nie żałuję

19 września 2020

5 rzeczy do domu, których kupna nie żałuję


Stwierdziłam, że troszeczkę chcę rozszerzyć tematykę na blogu, o czym kiedyś już wspominałam (to był też jeden z powodów zmiany nazwy). Ciągle się jednak waham, w jaką dokładnie stronę chciałabym iść. Jednocześnie będzie to również wymagało ode mnie pewnej przebudowy na mojej stronie :) Tym razem przychodzę do Was z tematem domowym i chciałabym Wam pokazać kilka fajnych sprzętów do mieszkania (tańszych i droższych), z których jestem bardzo zadowolona!

Głośnik Marshall


Muszę przyznać, że o głośnikach Marshall dowiedziałam się z Instagramu i wiele dziewczyn pisało o nich same pochlebne opinie. Faktycznie znam markę, bo często można ją zobaczyć na koncertach - wywołuje to więc skojarzenia z profesjonalizmem i dobrą jakością. Dodatkowo, głośniki te mają fajny retro design. Mój model to Stanmore II i jeśli dobrze pamiętam, to zapłaciłam za niego ok. 1200 zł. Wydatek nie jest najmniejszy, ale naprawdę warto! Jestem super zadowolona z jakości dźwięku, nie ma żadnych szumów czy przeskoków, możemy też bezpośrednio na głośniku dopasowywać efekt do naszych upodobań. Głośnik można połączyć zarówno przez bluetooth (np. do telefonu czy tabletu), jak i do komputera przy pomocy kabla (ja tak właśnie z niego korzystam). 


Mop Vileda


Mop to teoretycznie tak codzienna rzecz, że często nie przykładamy do niej większej wagi. U mnie też tak było, dopóki nie kupiłam tego cudeńka! Wszystko jest tak skonstruowane, że nie musimy zamoczyć nawet paluszka w wodzie, by wszystkie podłogi w mieszkaniu lśniły. Przeważnie spotykałam się z tym, że tego typu mopy są okrągłe i to mnie nie przekonywało. Aż zobaczyłam, że jest też wersja prostokątna, dzięki której możemy się dostać bez problemu w każdy kąt. Mop posiada oczywiście automatyczny wyciskacz na pedał, więc nie pozalewamy sobie paneli. Kiedy go kupowałam, była to nowość, więc zapłaciłam za niego coś ok. 120 zł, teraz można dostać go za 80-100 zł. Jest do znalezienia pod nazwą "Ultramax" i chyba zdarza się, że nawet da się go dorwać w Biedronce. 

Toster DeLonghi

Możecie nie wierzyć, ale to jest dopiero mój pierwszy toster w życiu! Wybrałam DeLonghi Brillante ze względu na bardzo fajny design. Ale nie tylko! Zależało mi na tym, żeby toster miał opcję rozmrażania oraz ruszt do podgrzewania bułek. Musze przyznać, że sprzęt jest naprawdę mocny i z 5-stopniowej skali, jaką posiada, zwykle używam tylko 1. i 2. stopnia, żeby nie przypalić chleba. Jasne, to jest coś, bez czego można żyć, ale chrupiący tościk to jest niesamowita przyjemność :) Co ciekawe, rzadko używam chleba tostowego, a częściej tostuję chleb żytni na zakwasie i jem go w wytrawnej formie (np. z pesto i szynką). 


Ekspres do kawy DeLonghi


Ekspres do kawy mogę uznać za mój najważniejszy domowy zakup, bo jestem totalną kawoholiczką! Dla mnie nie ma dnia bez kawy :) Dodatkowo, wiąże się z tym pewna sentymentalna historia, bo ekspres kupiłam za swoją pierwszą premię, która była zdobyta naprawdę ciężką pracą, a ekspres był po prostu moim marzeniem. Oczywiście dla mnie musiała to być full opcja - ekspres ma możliwość mielenia ziaren i oczywiście ma też funkcję spieniania mleka, więc można wybrać każdy rodzaj kawy, jaki nam się marzy - od espresso po flat white. To jest dosyć spora inwestycja, bo jeśli dobrze pamiętam, musiałam wydać ok. 3500 zł. Ale naprawdę warto, bo będzie służyć przez lata (używam ekspresu chyba od 3 lat).


Fytkownica beztłuszczowa MPM


To jest mój najnowszy nabytek i nie spodziewałam się, że to będzie taka świetna rzecz! Bardzo często jadam frytki z marchwi i ta frytkownica sprawia, że one są po prostu idealne. Z piekarnika nie wychodziły takie, jakbym chciała - część była już przypalona, a część nadal twarda. Minusem jest to, że to dosyć spora maszyna i zajmuje dużo miejsca, co w mieszkaniu w bloku jest trochę problematyczne. Co ciekawe, zrobimy tutaj nie tylko frytki, ale możemy też upiec gorącym powietrzem mięso, owoce morza, a nawet babeczki. Tak jak wskazuje nazwa, nie musimy używać dodatkowo tłuszczu, choć ja do frytek dodaję np. odrobinę pesto lub oleju ryżowego. Taki luksus to koszt ok. 350 zł, ale ja skorzystałam z promocji przy kupnie telefonu i dostałam ją... za darmo! 


Jaki jest najdroższy sprzęt do domu, jaki kupiłyście i bez czego nie wyobrażacie już sobie codziennego funkcjonowania?

Nowości w mojej szafie | Stoneskirt, Converse, Answear, Moodo

12 września 2020

Nowości w mojej szafie | Stoneskirt, Converse, Answear, Moodo

Jeśli śledzicie moje InstaStories, to wiecie, że ten post miał się ukazać już dawno, ale niestety straciłam część swoich zdjęć po tym, jak padła mi karta SD. Zrobiłam nowe zdjęcia i wpis w końcu ujrzał światło dzienne :) Po dłuższej przerwie od zakupów ubraniowych znowu pojawiło się trochę nowości w mojej szafie. W nawiasach będę Wam podawać, gdzie kupiłam daną rzecz, jakiej jest marki oraz ile za nią zapłaciłam.

Na początek dwa białe T-shirty. Pierwszy ma zabawnego flaminga (Answear > Jacqueline de Yong, 39,90 zł) z ozdobnym elementem, który przypomina myjkę pod prysznic ;) A drugi ażurowe ramiona oraz wiązanie z tyłu (Answear > Medicine, 39,90 zł). Kołnierzyk też jest dopracowany koronkową lamówką. 

Na zdjęciu powyżej możecie też zobaczyć czarne szorty (Answear, Tally Weijl, 59,90 zł) - są naprawdę super! Takich właśnie szukałam. Z wyższym stanem, materiałowym paskiem i marszczeniami, przez co wydłużają sylwetkę i wyszczuplają 


Neutralna, szara koszulka z neonowym akcentem w napisach (Answear > Only, 44,90 zł). Można nosić solo, pasuje do wzorzystych spodni, ale myślę, że fajnie będzie wyglądać w zestawieniu z jeansami i marynarką. 


Trochę tych T-shirtów nakupiłam! Tutaj widzicie różową wersję tie dye (Answear, 39,90 zł), która jest teraz bardzo na topie. Wiąże się z nią śmieszna historia, bo moja mama myślała, że coś stało się z nią w praniu, a ja miałam ją pierwszy raz na sobie :D 

Spódnica, z którą ją zestawiłam (Answear > Haily's, 51,90 zł), na żywo naprawdę mnie zachwyciła! Piękny wzór w drobne kwiaty, rozcięcie oraz trochę falbany na dole. Kupiłam też w końcu czarny, skórzany pasek, bo okazało się, że nie mam takiego w szafie (Answear, 49,90 zł).


A poniżej wyprzedażowy look! Kwiecistą bluzkę (Sinsay, 16 zł!) kupiłam specjalnie do body - chciałam, żeby była półprzezroczysta. Przy kołnierzyku jest udekorowana koronką, a na dole falbanką. 

Spódnica mini jest z Reserved (32 zł) - bardzo podoba mi się kolor, coś zupełnie innego w mojej garderobie. Uwielbiam też, kiedy mini ma wyższy stan, bo wtedy figura wygląda zdecydowanie korzystniej. Minusem jest to, że po praniu zauważyłam brak jednego guzika, chyba tak musiało być już przy zakupie, bo guzik był spory, więc raczej nie wyparowałby z pralki. To jednak oczywiście da się naprawić, bo kupię guziki w pasmanterii. 


I moje pierwsze body! A nawet od razu dwa :) Kupiłam je, bo chciałam wykorzystać zniżkę w H&M, którą dostałam za zgromadzone punkty (zapłaciłam za oba 170 zł). Zastanawiałam się, jak będę się czuła w czymś takim, ale traktuję to po prostu jak bieliznę.  


Do mojej kolekcji trafiła też kolejna sukienka StoneSkirts. Bardzo się z tego cieszę, bo uwielbiam tę firmę. Wybrałam model Leyla w kwiatowy wzór (ze zniżką zapłaciłam 142 zł). To maxi z wiązanymi ramiączkami, sukienka ma też wstążkę w pasie, więc można ją regulować. 

Na zdjęciu obok widzicie "satynową" koszulę w kolorze brudnego różu (Answear > Mohito, 88,90 zł). Naprawdę bardzo ją lubię i zakładam nie tylko na co dzień, ale również na spotkania. 


Są też nowe buty - których już nie mam, gdzie trzymać :P W końcu kupiłam Conversy, o których myślałam już naprawdę od dawna (eobuwie, 189 zł), bardzo klasyczne, białe. Drugie to sandałki na obcasie (Deichmann, 44 zł, skorzystałam z wyprzedaży) - tak jak spódnica z Reserved, w błękitnym kolorze. Niestety pogoda nam się zepsuła i nawet nie zdążyłam w nich pochodzić.


I na koniec coś bardziej outdoor. Miałam okropny problem ze znalezieniem ładnej kurtki przeciwdeszczowej i przypadkowo trafiłam na sklep online Moodo. Kurtka w wyrazistym koralowym kolorze (oraz w trakcyjnej cenie - 80 zł) już została przeze mnie sprawdzona w górach i mogę powiedzieć, że daje radę! Ma oczywiście kaptur, kieszonki, a w pasie można ją ścisnąć i dopasować pod siebie.

Przy okazji do zamówienia dorzuciłam też szal z motywem kwiatów i liści (10 zł - cena szokująca ;)) wykończony chwostami, oczywiście w różu, a jakże!  Jakość tych ubrań bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, w szczególności biorąc pod uwagę naprawdę niskie ceny.



Pogotowie skórne | Mój plan ratunkowy na pozbycie się niedoskonałości z ramion i pleców

3 września 2020

Pogotowie skórne | Mój plan ratunkowy na pozbycie się niedoskonałości z ramion i pleców

pielęgnacja_skóry_problematycznej_plan_apteka

Jeśli śledzicie mój blog, na pewno wiecie, że mam cerę problematyczną i podejmuję dosyć duże wysiłki, aby jej stan był jak najlepszy. W ostatnich miesiącach dzięki zmianie diety i leczeniu dermatologicznemu skórę na twarzy udało się doprowadzić do całkiem niezłego stanu, ale za to problemy przeniosły się gdzie indziej. Nabawiłam się okropnych stanów zapalnych na górnej części rąk oraz plecach. Jako że czekam na wizytę u lekarza, to w tym czasie postanowiłam zadziałać trochę sama. Stwierdziłam, że podzielę się z Wami moim planem pielęgnacyjnym, który specjalnie opracowałam dla tej części skóry dotkniętej problemami.

WAŻNE! Podkreślam, że nie mam wykształcenia kosmetologicznego ani medycznego, a ten plan wymyśliłam na bazie moich doświadczeń, więc niekoniecznie u każdego musi się on sprawdzić.

pielęgnacja_skóry_problematycznej_plan_apteka

Codzienna wieczorna pielęgnacja


Po wieczornym prysznicu poświęcam dłuższą chwilę na uważniejszą pielęgnację i plan ten stosuję tylko na miejsca, które są dotknięte wypryskami czy grudkami. Naprzemiennie nakładam jeden z zestawów:

  • tonik z olejkiem pichtowym + Acnederm

Skąd wziął się u mnie taki pomysł? Jeszcze w liceum (kiedy nie było blogów, tylko czytało się wizaz.pl ;)) znalazłam przepis na tonik z olejkiem pichtowym - pamiętam, że świetnie oczyszczał skórę i postanowiłam do tego wrócić. Najpierw pomyślałam o własnoręcznym przygotowaniu kosmetyku, ale znalazłam coś gotowego w aptece i postanowiłam to sprawdzić, tym bardziej, że produkt od Prodermy nie zawiera alkoholu. Krem Acnederm zawierający kwas azaleinowy jest łatwo dostępny i można go kupić bez recepty, a jest przeznaczony właśnie na problemy z trądzikiem czy bliznami po niedoskonałościach.

  • Pixi Glow Tonic + Kailas

Tonik od Pixi znam już bardzo dobrze i świetnie się u mnie sprawdza. Zawiera 5% kwasu glikolowego, więc stężenie jest bardzo bezpieczne. W aptece trafiłam na ajuwerdyjski krem z ziołami przeznaczony do wszelkiego rodzaju problemów skórnych czy uszkodzeń, jak otarcia, odleżyny, a także właśnie trądzik. Nie miałam wcześniej z nim do czynienia, ale opis brzmiał intrygująco, więc postanowiłam spróbować.

pielęgnacja_skóry_problematycznej_plan_apteka


Punktowa wzmocniona pomoc na miejsca ze stanami zapalnymi


Punktowo na zmiany ze stanem zapalnym nakładam mieszankę pasty cynkowej z olejem z drzewa herbacianego, która działa wysuszająco i antybakteryjnie. Tego używam najczęściej po przyjściu z pracy lub kiedy siedzę w weekend w domu, czasem wcześniej przecierem też skórę tym tonikiem z olejem pichtowym. Zdarza się też, że pod makijaż nakładam sam olejek z drzewa herbacianego, żeby nie mieć białych placków ;) 


Suplementacja


Moją codzienną porcję wartości odżywczych uzupełniłam o dodatkowe suplementy - cynk (ostatnio kupiłam Zincas, bo to lek, a nie jedynie suplement) i wapń.

Pozytywne oddziaływanie cynku na skórę jest przez Was zapewne znane (a dodatkowo poprawiamy też odporność), natomiast wapń to moja inicjatywa. Bardzo często przy alergii czy wysypce taki wapń w płynie mi pomagał, więc stwierdziłam, że stany zapalne są czymś podobnym i może warto go zastosować.

Efekty


Niestety nie mam dla Was zdjęć efektów, ale znaczącą zmianę zauważyłam już po tygodniu! Po dwóch tygodniach w zasadzie zagoiły się te okropne stany zapalne. Teraz proces regeneracji strupków i przebarwień będzie niestety pewnie dosyć długi. Zmagam się też z grudkami na plecach, ale za kilka dni mam wizytę u dermatologa, więc na pewno poradzę się w tej kwestii. 


Stosowaliście któryś z tych produktów? Kto z Was również zmaga się z podobnymi problemami?

Organizacja w podróży | Kosmetyczki z Aliexpress

23 sierpnia 2020

Organizacja w podróży | Kosmetyczki z Aliexpress

W ciągu kilku miesięcy (a może nawet więcej?) przetrząsnęłam Aliexpress w poszukiwaniu różnych kosmetyczek i organizerów, w szczególności do bagażu, ale też do torebki. Zamówiłam kilka tych, które mnie najbardziej zainteresowały, i zebrałam je dla Was w jednym poście - może zainspirujecie się przed wyprzedażą, która rozpoczyna się 24 sierpnia!

Jako że ja zamawiałam to wszystko już dawno, nie podam Wam linków do konkretnych sprzedawców, ale te modele są dosyć popularne na Aliexpress i na pewno z łatwością znajdziecie coś identycznego. Ceny wahają się od kilku do kilkunastu złotych, a jakość wykonania jest naprawdę bardzo dobra i absolutnie nie ma się czego doczepić. 


Tę kosmetyczkę zamówiłam z myślą o przechowywaniu w niej pielęgnacji. Ma ona dużą, pojemną komorę, podzieloną przez doczepianą na rzepy kieszonkę z dwiema przegródkami. Na zewnętrznej klapie w środku mamy natomiast wszyte na stałe dwie siateczki. Wybrałam kolor biały, bo miał najładniejszy wzór, ale obawiam się, że podczas podróży dosyć szybko kosmetyczka się pobrudzi i zniszczy. Na razie miałam ją ze sobą chyba tylko raz, więc nie widać żadnego "zużycia".


Kolej na organizer "makijażowy! Kosmetyczka jest podzielona na dwie zapinane na zamek komory. W górnej znajduje się miejsce na pędzle. Fajnie, że jest tutaj taka wkładka z tworzywa sztucznego, która chroni nam włosie przed przytrzaśnięciem oraz przed pobrudzeniem całego materiału kosmetykami, które na tych pędzlach się znajdują. Co ciekawe, znajduje się też tutaj malutkie lusterko. Może malowanie przy nim nie należy do najwygodniejszych, ale jeśli zapomniałybyśmy takiego lusterka wziąć ze sobą, to możemy być uratowane. Jest też siatkowa kieszonka na zamek - ja często wkładam do niej pilniczek i soczewki. 

Do drugiej komory jesteśmy w stanie spokojnie spakować wszystko, co jest potrzebne do pełnego makijażu. Choć oczywiście nie zmieści nam się każda paleta do cieni. Tutaj też znajdziemy siateczkową przegródkę, która świetnie nada się na kredkę, tusz czy pomadkę. 

Jeśli dobrze pamiętam, to ta kosmetyczka była najdroższa ze wszystkich. Była ze mną już na wielu wyjazdach i na razie nic się z nią nie dzieje.



Powyżej możecie zobaczyć dwie kosmetyczki idealne do torebki. Pierwsza jest płaska, a jej wielkość jest idealnie dopasowana do podpasek, więc to fajny patent na to, żeby te środki higieniczne nie leżały gdzieś luzem w torebce i przez przypadek nam nie wypadły.

Druga ma wzór słodkich flamingów i jest odrobinę grubsza. W środku znajdziemy małe przegródki idealne na pomadki, na środku taką główną komorę i jeszcze mniejszą kieszonkę np. na wkładki czy bibułki matujące.


A teraz organizer przeznaczony na biżuterię! Jeśli macie jej niewiele, to sprawdzi się nawet w domu, a nie jedynie w podróży. W środku jest masa przegródek oraz miejsce na pierścionki / wkrętki, a w drugiej komorze "wieszak", dzięki czemu nic się nie poplącze (tutaj polecam wkładać cieńsze łańcuszki, bo w głównej komorze niestety i tak się pomieszają - przetestowałam ;)).


Mam też saszetkę technologiczną ;) Wprawdzie składa się z dwóch komór, ale mogłaby być odrobinę grubsza, bo jednak te wszystkie wtyczki, baterie czy powerbaki trochę miejsca zajmują. Tutaj ponownie - każda komora wyposażona jest w mniejsze kieszenie, dzięki czemu wszystko można posegregować. 


Na koniec zestaw grubszych toreb z iście wakacyjnym motywem monstery. Zamówiłam trzy różne rozmiary i miałam je już ze sobą wiele razy - widać, że były używane, ale nic się nie podarło ani nie pościerało. Przewożę w nich jasne rzeczy, swetry (żeby się nie pomechaciły), a także bieliznę. Spokojnie można tutaj nawet włożyć mokry ręcznik czy strój kąpielowy, żeby pozostałe rzeczy się nie zamoczyły. 

Aliexpress to prawdziwy mistrz organizacji! Jak widzicie, znajdziecie dosłownie każdą kosmetyczkę, jaką mogłybyście sobie tylko wymarzyć :) I to oczywiście w przystępnej cenie ;)

 
Miniflebektomia - jak wygląda usuwanie żylaków? Moja historia

10 sierpnia 2020

Miniflebektomia - jak wygląda usuwanie żylaków? Moja historia


Na swoim blogu podejmowałam już temat żylaków. To nie jest tylko kwestia estetyczna, ale także zdrowotna. Niestety tendencja do powstawania żylaków jest dziedziczna, więc jeśli w Waszej rodzinie występują tego typu przypadki, warto tę kwestię obserwować. Mnie już zaczęło to przeszkadzać na tyle, że zdecydowałam się coś z tym zrobić. Decyzję, jaka metoda w Waszym przypadku będzie najskuteczniejsza, podejmie specjalista, czyli chirurg naczyniowy, do którego należy się udać na konsultacje.

Pierwsza wizyta u chirurga naczyniowego


Ja standardowo przed konsultacją u lekarza postanowiłam sprawdzić opinie i wybrałam chirurga z dużym doświadczeniem. Zdecydowałam się od razu na wizytę prywatną - wiedziałam, że na pewno nie będę chciała skorzystać z operacyjnego leczenia, a jednak lepiej, żeby to jeden specjalista prowadził nasz przypadek.

Wizyta była krótka i dosyć konkretna. Lekarz od razu przeszedł do wykonania USG żył metodą Dopplera. Do badania należy oczywiście rozebrać się z dolnych części ubrań i pozostać w samej bieliźnie. Stajemy na małej platformie z poręczą (żeby się przytrzymać), dzięki czemu lekarz ma łatwiejszy dostęp do nóg, a następnie przekręcamy po kolei nogi na bok i stajemy tyłem do lekarza. W tym czasie chirurg bada głowicą tętnice i żyły, czasem delikatnie uciska nogi, by sprawdzić drożność i przepływ krwi. Wyniki mamy więc od razu, bo lekarz na monitorze dokładnie widzi, które z żył są już nieczynne. 

Specjalista uznał, że dla mnie najlepsza będzie miniflebektomia, czyli szydełkowane żył (opcja dobra, jeśli żylaków mamy niewiele), oraz zalecił mi wykonanie kilku badań, które miałam mieć ze sobą w dniu zabiegu.

Jakie badania musiałam wykonać?


Maksymalnie tydzień przed zabiegiem musiałam zrobić kilka badań z krwi, które miały dać lekarzowi informacje o ogólnym stanie organizmu, a także krzepliwości krwi, na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Lekarz zlecił: morfologię, APTT, INR, jonogram, mocznik, kreatyninę oraz określenie grupy krwi. Co ważne, grupa krwi musi być potwierdzona dwoma badaniami. Nie możemy też tego wyniku po prostu wydrukować z platformy online, konieczny jest odbiór osobisty, a na wyniku znajdują się podpisy i pieczątki. 

Miniflebektomia - jak wygląda zabieg?


Mój zabieg odbywał się z samego rana. Do kliniki udałam się na czczo i lekko zestresowana (w końcu to jednak zabieg) - ale uspokoję Was, że nie ma się czego bać :)

Lekarz zaprosił mnie do salki pooperacyjnej, gdzie mogłam się przygotować - przebrałam się w jednorazowe ubrania i przekazałam wszystkie badania. Musiałam chwilkę pochodzić po korytarzu, żeby żylaki stały się bardziej widoczne, a następnie lekarz zaznaczył je na skórze markerem.

Miniflebektomia przebiega w znieczuleniu miejscowym, czyli jesteśmy na stole operacyjnym, ale cały czas mamy kontakt z lekarzem, który na bieżąco kontroluje sytuację. Na czym to polega? Chirurg robi niewielkie nacięcia, a potem specjalnym szydełkiem wyrywa żyłę. Może brzmieć groźnie, ale muszę przyznać, że zabieg wyglądał chyba bardziej komfortowo niż wizyta u dentysty ;) Czasem odczuwałam lekkie uszczypnięcie lub ciągnięcie, ale miałam o wszystkim informować chirurga, który w tym miejscu strzykawką dokładał znieczulenie. Zdarza się, że rany mogą być szyte, ale u mnie były one tak niewielkie, że zostały tylko opatrzone plastrami. Następnie wspólnie z pielęgniarką lekarz nałożył specjalne pozabiegowe pończochy uciskowe, które widzicie na pierwszym zdjęciu z tego wpisu. Dodatkowo nogi zostały zawinięte bandażem. 

Jak długo trwa rekonwalescencja? Praktycznie wcale, bo ze stołu schodzicie o własnych siłach i od razu można chodzić (chociaż raczej nie polecałabym prowadzenia auta czy jazdy MPK, bo każdy z nas reaguje inaczej - dobrze, żeby ktoś się Wami tego dnia zaopiekował). Możecie jednak liczyć na kilka dni zwolnienia lekarskiego, bo przez pierwsze dni mogą występować pewne niedogodności. Zabieg miałam wykonywany w czwartek, więc otrzymałam L4 na czwartek i piątek, a dodatkowo miałam czas na odpoczynek w weekend. 

Miniflebektomia nie jest zabiegiem refundowanym - w tym momencie na NFZ możecie usunąć żylaki tylko w sposób operacyjny, co może niestety skutkować bliznami i dłuższą rekonwalescencją. Ile kosztowała mnie ta (nie)przyjemność? Sam zabieg to 1700 zł, ale trzeba do tego doliczyć dwukrotną wizytę u chirurga (u mnie 180 zł / wizyta) oraz badania krwi (ja za komplet zapłaciłam 126 zł). Łączny koszt wyniósł więc 2186 zł.


Po zabiegu


Tak jak wspomniałam wyżej, korzyścią z miniflebektomii jest to, że właściwie nie potrzebujemy czasu  na rekonwalescencję. Pierwszego dnia rany faktycznie troszkę krwawiły i czułam lekki dyskomfort, ciężkość i jakby opuchliznę, ale nie określiłabym tego jako ból. Lekarz zalecił zmianę plastrów przez trzy dni, a następnie zrezygnowanie z opatrunku. Dobę po zabiegu lekarz przeprowadził konsultację telefoniczną, ale u mnie nie było żadnych powikłań. Przez trzy tygodnie konieczne jest noszenie pończoch uciskowych, dlatego warto mieć dwie pary na zmianę. Tutaj muszę przyznać, że po trzech tygodniach miałam już ich dosyć - na udach miałam wysypkę i podrażnienie, pomimo że każdego dnia pończochy były prane i dobrze wypłukane. Mają one jednak na sobie taki żelowy lep, aby trzymały się na nogach i on powodował u mnie dyskomfort.

Na powyższych zdjęciach możecie zobaczyć, jak przebiegał proces gojenia. Zdjęcie przedzabiegowe niestety wykonałam kilka miesięcy wcześniej i zapominałam go zaktualizować, ale nie było aż tak dużej zmiany w tym względzie. Po zdjęciu opatrunku siniaki objawiły się w całej okazałości, ale już po tygodniu zaczęły blednąć, a ślady po nacięciach były ledwo widoczne. 

Po miesiącu powinnam udać się na wizytę kontrolną, ale wtedy wybuchła epidemia... więc do lekarza zawitałam po jakichś trzech miesiącach. Niepokoiło mnie jedno miejsce na prawej łydce (tam, gdzie był największy żylak), ale lekarz ponownie je przebadał i uznał, że jest to tylko pajączek i nie ma powodów do obaw. Można jednak terapię uzupełnić o skleroterapię (ostrzyknięcie, które powoduje obkurczenie żył), ale jest to bardziej kwestia estetyczna oraz tego, czy potrzebuję tego do dobrego samopoczucia - decyzję mam podjąć sama.

Co dalej?


Jak widzicie na powyższych zdjęciach bez retuszu moim nogom daleko do ideału. W drugiej kolejności planuję usunięcie okropnych rozstępów w dołach podkolanowych, których nabawiłam się w czasach nastoletnich. Myślę, że w przyszłym roku rozważę też skleroterpię, bo mam trochę pajączków, które mi przeszkadzają. 

Aktualnie jestem już pięć miesięcy po zabiegu i absolutnie nie było żadnych skutków ubocznych, a wszystko jest już idealnie zagojone. Czy było warto? Zdecydowanie! :)



Dermena Hair Care |  Zestaw przeciw wypadaniu włosów

1 sierpnia 2020

Dermena Hair Care | Zestaw przeciw wypadaniu włosów


dermena_przeciw_wypadaniu_włosów_bllog_recenzja

Musze przyznać, że w ostatnich tygodniach odpuściłam sobie szczególne dbanie o siebie - ograniczałam się tylko do niezbędnego minimum. Niestety jednym z problemów, z którym musiałam zacząć się w końcu rozprawiać, jest wypadanie włosów. I wtedy z pomocą przyszła mi marka Dermena, która zaproponowała mi przysłanie produktów, których zadaniem jest właśnie hamowanie wypadania. W paczce znalazłam cały zestaw: szampon, odżywkę oraz wcierkę w formie żelu. Całości używam już naprawdę bardzo długo i udało mi się ją dobrze przetestować. Tym razem postanowiłam nie wgłębiać się w skład - z produktami aptecznymi jest w tym przypadku różnie, a wbrew pozorom nie zawsze natura nam całkowicie służy i może rozwiązać wszystkie problemy.

dermena_szampon_żel_blog

Szampon


Szamponem jestem szczerze zachwycona! Dobrze się pieni, oczyszcza włosy i jest całkiem wydajny. Jednak doceniam go głównie za to, że moje włosy przez długi czas wyglądają po nim dobrze i przede wszystkim się nie przetłuszczają - jeszcze chyba nie znalazłam produktu, który u mnie w tej kwestii sprawowałby się aż tak dobrze. Minusem jest to, że może troszkę plątać włosy, więc bez odżywki ja mam problem z rozczesaniem.

Żel


Według mnie to właśnie ten produkt ma najlepsze działanie, jeśli chodzi o zapobieganie wypadaniu włosów, a z szamponem tworzą idealny duet. Używany regularnie naprawdę przynosi efekty. Bardzo szybko zauważyłam, że włosów na szczotce jest coraz mniej, ale na odrastanie trzeba trochę poczekać. Żel jest w wygodnej tubce z dzióbkiem, co ułatwia jego aplikację na skórę głowy. Ale uwaga! W tym nakładaniu trzeba być oszczędnym, bo zbyt duża ilość produktu powoduje, że włosy są przyklapnięte i zlepione.

dermena_odżywka

Odżywka


Odżywka wypadła z całego trio zdecydowanie najsłabiej - jest bardzo przeciętna, a może nawet poniżej oczekiwań. Jedynie delikatnie wygładza włosy, ale ja i tak muszę używać dodatkowego produktu bez spłukiwania, żeby móc spokojnie rozczesać kosmyki bez ich wyrywania. Według mnie nie jest warta uwagi i nie jest niezbędna przy tej kuracji.


Produkty kosztują średnio ok. 20-30 zł i zdecydowanie warto się nimi zainteresować, jeśli chcecie powstrzymać wypadanie włosów.