Masaż gua sha z Rosental

2 grudnia 2021

Masaż gua sha z Rosental

rosental_joga_twarzy_masaż_gua_sha_blog_jak_wykonać_krok_po_kroku_zalety


W ostatnich miesiącach bardzo dużo pracuję, co przełożyło się na moją aktywność na blogu i Instagramie, ale nie tylko - raczej stawiałam tylko na podstawową i prostą pielęgnację. Marka Rosental przypomniała mi o tym, że czasem warto poświęcić sobie kilka minut na coś więcej i spróbować ściągnąć z siebie stres całego dnia. A o czym mowa? O jodze i masażu twarzy - to naprawdę odprężający rytuał, który nie wymaga wiele wysiłku. Od Rosental otrzymałam zestaw do takiego zabiegu - roller i płytkę gua sha z różowego kwarcu, a także skwalan, który jest pomocnikiem przy masażu.

Roller już znam i stosowałam wielokrotnie, ale ostatnio mogłam przetestować masaż gua sha, który jest kolejnym poziomem wtajemniczenia. Dlaczego? Bo jest znacznie intensywniejszy niż jedynie gładzenie twarzy rollerem. 


rosental_joga_twarzy_masaż_gua_sha_blog_jak_wykonać_krok_po_kroku_zalety


Gua sha - co to takiego?

"Gua" to w języku chińskim "skrobanie", a "sha" - "zaczerwienie skóry" i faktycznie coś takiego dzieje się podczas zabiegu, który był wykorzystywany w tradycyjnej medycynie chińskiej już w XIV wieku. 

Płytki do masażu tworzone są z różnych kamieni: jadeitu, awenturynu, ametystu czy kwarcu nazywanego "kamieniem miłości" o właściwościach antystresowych, detoksykujących i redukujących napięcia. 

Jak możecie zauważyć, płytka ma bardzo ciekawy kształt - dłuższe i krótsze boki, a także charakterystycznie wgłębienie z "zębami". Boki mają delikatne wgłębienia, dzięki czemu są w stanie dopasować się do naszego ciała - bo płytki można używać do całego ciała, nie tylko twarzy. "Zęby" służą natomiast masażowi szczęki. 


rosental_joga_twarzy_masaż_gua_sha_blog_jak_wykonać_krok_po_kroku_zalety


Masaż gua sha - co to daje?

Na pewno zastanawiacie się, dlaczego warto wykonywać zabieg gua sha. Przede wszystkim robimy dzięki niemu drenaż limfatyczny, a więc pozbywamy się opuchnięć i pobudzamy krążenie, usuwamy toksyny, dotleniamy skórę. Wygląda więc ona na zdrową i promienną, a składniki aktywne z kosmetyków lepiej się wchłaniają. Oprócz tego rozluźniamy mięśnie, co może przynieść ulgę w bólu, działamy ujędrniająco i przeciwzmarszczkowo, a nawet możemy poprawić owal twarzy. Stosując masaż regularnie, możemy więc wygładzić skórę, wpłynąć na jej napięcie i regenerację, a więc na jej młodszy wygląd. To więc świetny zabieg liftingujący bez konieczności wizyty w salonie! Wystarczy jedynie systematyczność. 


rosental_joga_twarzy_masaż_gua_sha_blog_jak_wykonać_krok_po_kroku_zalety


Zabieg gua sha - jak go wykonać?

Masaż powinniśmy wykonywać kilka razy w tygodniu (można nawet codziennie!), jeśli chcemy zauważyć efekty. Naprawdę, wystarczy nam tylko kilka minut i to absolutnie nic trudnego! 

Na początku uczucie dla mnie było bardzo dziwne, bo jak już wspominałam, rytuał jest intensywniejszy od rollera, i miałam wrażenie, że wręcz "rozbijam" swoje tkanki. Ale to właśnie redukcja napięcia, które także gromadzi się na naszej twarzy, nie tylko w ciele!

Co trzeba zrobić po kolei?

1. Oczywiście zaczynamy od dokładnego demakijażu i oczyszczenia skóry.

2. Następnie na twarz nakładamy olejek, ponieważ skóra powinna być natłuszczona, aby ułatwić przesuwanie płytki po skórze. U mnie jest to skwalan od Rosental. To lekki olej, który pomaga utrzymać odpowiednią warstwę wodno-lipidową, co zapewnia nawodnienie skóry, miękkość i elastyczność, a także ma funkcję ochronną. Jest odpowiedni nawet do skóry tłustej i skłonnej do niedoskonałości. 

3. Zaczynamy masaż! Najlepiej wcześniej włożyć płytkę do lodówki, dzięki efektowi chłodzenia jeszcze lepiej zredukujemy wszelkie obrzęki.

4. Przy masażu warto pamiętać o tym, aby przeprowadzać go zawsze w kierunku od środka na zewnątrz twarzy, zgodnie z naszym układem limfatycznym. Aby to, co dla nas szkodliwe, wyprowadzać na zewnątrz właśnie. 

5. Ja zaczynam od szyi, następnie przechodzę do szyi i podróbka, policzków, obszaru pod oczami, grzbietu nosa i miejsca lwiej zmarszczki, a na końcu do czoła. 

Nawet dla ułatwienia nagrałam Wam krótki film :)






Na koniec mam dla Was świetną wiadomość! Ponieważ mam dla Was kod rabatowy, dzięki któremu w sklepie internetowym Rosental zrobicie zakupy aż z 40% zniżki! Wpiszcie w koszyku MEG40. Taki zestaw może być świetnym pomysłem na prezent. Życzę Wam miłych zakupów i jeszcze milszego masażu! :)


*wpis powstał we współpracy z marką Rosental.


When Beauty | Przegląd masek w płacie

22 listopada 2021

When Beauty | Przegląd masek w płacie

maski-when-beauty-opinia-blog

Tak, dobrze widzicie - po pół roku przerwy pojawił się na blogu post! Tak, wiem, SZOK! A powrót nie mógłby być inny, jak charakterystyczny dla mnie tekst masek w płacie ;) Tym razem to marka When Beauty, z którą nie miałam wcześniej styczności i która kilka miesięcy temu (przepraszam, miałam to zrobić szybciej!) poprosiła mi o wypróbowanie ich produktów i przysłała mi kilka masek. Po opakowaniach możecie zobaczyć, że miałam okazję przetestować maski z dwóch serii.

maski-when-beauty-opinia-blog

Travelmate


Moja przygoda z marką When Beauty rozpoczęła się od maski Travelmate. Właśnie ta maska oraz dwie z tej serii, o których napiszę poniżej, mają niesamowicie fajną żelową strukturę. Taka forma bardzo przypadła mi do gustu. Maska jest zabezpieczona aż dwiema foliami z obu stron, po ich ściągnięciu otrzymujemy cienki, przyjemny, żelowy płat, który dobrze się nakłada i dopasowuje do twarzy. 

Ta wersja ma świeży, lekko cytrusowy zapach, a po nałożeniu ma się uczucie miłego chłodzenia. Esencja dość szybko się wchłonęła, lecz pozostawiła ochronną warstewkę - dość przyjemną, bo nietłustą. Zgodnie z opisem producenta Travelmate ma łagodzić i nawilżać. Skóra faktycznie nabrała ładnego, brzoskwiniowego odcienia i była miękka w dotyku, ale moim policzkom brakowało jeszcze odrobinę więcej odżywienia. Co ciekawe, następnego dnia rano cera była w lepszej kondycji, wydawała się gładsza, a przebarwienia mniejsze, ale... wieczorem niestety zauważyłam nowe niedoskonałości, więc obawiam się, że coś zadziałało na mnie komedogennie. 

Snow Magic


Teraz przyjrzyjmy się wersji Snow Magic, której zadaniem miało być rozświetlenie, regeneracja i... zmniejszenie zasinień pod oczami. Ta wersja również ma lekko cytrusowy zapach i daje efekt chłodzenia po nałożeniu. Po użyciu skóra była rozjaśniona, nawilżona i miękka w dotyku. Na początku esencja zostawiła lepką warstwę, która później się wchłonęła. Następnego dnia nie zauważyłam żadnej różnicy w cerze. Na pewno nie było też tu wpływu na cienie pod oczami - przynajmniej moje, które są dość odporne na zabiegi pielęgnacyjne ;)

Glamour Base


Glamour Base miała najdziwniejszy zapach ze wszystkich, ale całe szczęście był on słabo wyczuwalny, nie dawała też takiego efektu chłodzenia jak wcześniejsze. Moja skóra dosłownie wchłonęła esencję i nie pozostała na niej żadna warstewka. Za to skóra była dobrze nawilżona i miękka. Ogólnie jej kondycja się poprawiła - takie też było zadanie tej maski, pielęgnacja i jakby stworzenie bazy pod makijaż. 


maski-when-beauty-opinia-blog

Smooth Out


Teraz przechodzimy do masek ze standardowymi płatami, które są cieniutkie i niestety dosyć mocno zlepione. Przy pierwszej masce miałam spory problem z rozklejeniem warstw, przy drugiej już zdawałam sobie z tego sprawę, więc byłam bardziej precyzyjna i cierpliwa. 

Maska była wręcz zanurzona w esencji, więc z powodzeniem wystarczyło jej też na szyję i dekolt. Zapach był właściwie niewyczuwalny, efekt chłodu bardzo delikatny. Po ściągnięciu miałam wrażenie lepkości. Skóra nabrała ładnego kolorytu  i była nawilżona, a następnego dnia zdecydowanie ładniej prezentował się na niej makijaż. Dobrze się trzymał, a cera produkowała mniej sebum. Być może była to zasługa kwasów BHA, które znajdują się w składzie i których zadaniem jest wygładzenie suchej skóry. 

Firm Up


Na koniec zostawiłam maskę, która kolejnego dnia po użyciu zrobiła efekt wow, bo moja cera była w naprawdę świetnej kondycji i było to widać gołym okiem. Maska dedykowana jest cerze dojrzałej, ma działać ujędrniająco i antyoksydacyjnie. Wprawdzie przy stosowaniu miała pewne minusy - wypadła w nawilżeniu gorzej niż poprzedniczka, a zapach był chemiczny - ale za to miałam wrażenie, że nakładam na twarz łagodzące mleczko, co przyniosło niezwykle przyjemne uczucie ukojenia. Potwierdził to także wygląd cery, która stała się mniej zaczerwieniona.


Niezwykle spodobała mi się formuła tych żelowych masek, bo płat jest cieniutki, dobrze przylega i nie sprawia problemu z aplikacją. Natomiast maski "klasyczne" miały według mnie lepsze działanie. Jeśli pamiętacie, ja bardzo lubię maski w płacie i szczególnie zwracam uwagę na takie, po których widzę efekt kolejnego dnia, co w przypadku When Beauty w większości przetestowanych przeze mnie wersji dało się zauważyć.



*post powstał we współpracy z marką When Beauty

Pielęgnacja stóp z Hebe Cosmetics | Krem regenerujący i antyperspirant

9 czerwca 2021

Pielęgnacja stóp z Hebe Cosmetics | Krem regenerujący i antyperspirant

hebe_cosmetics_produkty_do_pielęgnacji_stóp_krem_regeneracja_antyperspirant_przeciwplotliwość_cena_blog_opinia

Wiosną i latem zaczynamy baczniejszą uwagę przykładać do pielęgnacji stóp, prawda? Ja wprawdzie jeszcze nie zakładam sandałek, ale wiele kobiet już to robi :) Od kilku tygodni stosuję preparaty marki własnej Hebe - muszę przyznać, że do zakupu skłoniły mnie urocze, pastelowe opakowania. A przy okazji działanie okazało się bardzo przyzwoite!

hebe_cosmetics_produkty_do_pielęgnacji_stóp_krem_regeneracja_antyperspirant_przeciwplotliwość_cena_blog_opinia

Hebe Cosmetics, Krem do stóp - intensywna regeneracja


Kiedy kupowałam ten produkt, zauważyłam, że jest kilka opcji do wyboru, więc zajrzałam w skład. Ta wersja skusiła mnie dużą zawartością mocznika oraz masła shea, bo tych składników często poszukuję. Oprócz tego w składzie możemy też znaleźć glicerynę i lanolinę. Wszystkie te składniki mają wpływ na nawilżenie skóry i wiązanie w niej wody. Dla mnie to istotne, bo moja skóra stóp jest bardzo sucha, często czuję z tego powodu dyskomfort.

Gęstość kremu określiłabym jako średnią, a zapach jako odświeżający, z jakąś niezidentyfikowaną, cytrusową nutą, jak najbardziej w porządku, jeśli chodzi o kosmetyk do stóp.

Krem przyjemnie się nakłada i szybko wchłania, nie zostawia talkowej powłoczki, jak mają to często w zwyczaju podobne produkty. 

Jeśli chodzi o działanie, to kosmetyk wybija się na pewno powyżej średniej - nawilżenie jest dobre, choć przy moich stopach tak naprawdę dają radę tylko intensywne masła czy maski. 

hebe_cosmetics_produkty_do_pielęgnacji_stóp_krem_regeneracja_antyperspirant_przeciwplotliwość_cena_blog_opinia

Hebe Cosmetics, Antyperspirant do stóp - ochrona przed nieprzyjemnym zapachem


Dezodorant zawiera dodatek olejków lemongrass i z drzewa herbacianego, które działają odświeżająco i antybakteryjnie. Aplikacja jest bezproblemowa, nic się nie zacina, strumień jest odpowiedni - ani się zbyt mocno nie rozprasza, ani nic nie cieknie. Co najważniejsze, produkt nie powoduje wysuszenia skóry. Jest też tak naprawdę sam w sobie bezzapachowy. 

Jak z działaniem? Nie zapobiega on potliwości stóp, ale dolegliwość jest lżejsza. Zdecydowanie natomiast widać różnicę, jeśli chodzi o nieprzyjemny zapach, bo albo wcale go nie ma, albo ma znacznie mniejszą intensywność. Duży wpływ ma też tu obuwie oraz wkładki, które znajdują się w środku. 
 

Produkty są dostępne w drogerii Hebe w cenie 7-9 zł, w zależności od rodzaju i aktualnych promocji. Czy jeszcze do nic wrócę? Z przyjemnością - wcale nie tak łatwo znaleźć dobre kosmetyki do stóp. 

Eveline, Bubble Face Mask | Oczyszczająca i nawilżająca bąbelkująca maska w płacie

14 kwietnia 2021

Eveline, Bubble Face Mask | Oczyszczająca i nawilżająca bąbelkująca maska w płacie

eveline_bubble_mask_blog_recenzja_cena_działanie

Moje pierwsze spotkania z maskami bąbelkującymi wspominam bardzo dobrze – testowałam azjatyckie wersje, kiedy były w Polsce nowością. Teraz maski w płacie nie zaskakują już nikogo i coraz więcej marek wprowadza je do oferty. Ostatnio miałam okazję spędzić parę chwil z maskami od Eveline w dwóch wersjach – oczyszczającej i nawilżającej.

Płaty są dobrze nasączone i nieźle dopasowują się do twarzy – mają sporo rozcięć, co jest ułatwieniem. W przypadku wersji azjatyckich często z tym jest właśnie problem, bo odbiorcą produktu są osoby o innej budowie twarzy. Maskę zgodnie z opisem producenta trzymamy na skórze 10-15 minut, a resztki zmywamy ciepłą wodą


eveline_bubble_mask_blog_recenzja_cena_działanie

Oczyszczenie

Przy nakładaniu maski wyczuwalny jest delikatny, cytrusowy zapach. Niestety po kilku minutach zaczęłam odczuwać lekkie szczypanie w okolicach środka twarzy – szczególnie przy ustach i na policzkach. Po zdjęciu płata skóra była dosyć sucha i ściągnięta, ale jednocześnie wyglądała świeżo, a koloryt był ładniejszy. Zauważyłam też, że bąbelki wypchnęły zanieczyszczenia z porów i były one umiejscowione znacznie płyciej. Niestety po zastosowaniu maski moja skóra dość szybko się przetłuściła, choć kolejnego dnia była w zdecydowanie lepszej kondycji.

 

Nawilżenie

Ta maska pod pewnymi względami była podobna do poprzedniej – również kilka minut po aplikacji pojawiło się delikatne pieczenie. Zapach był bardzo delikatny, ale nie przypominał niczego szczególnego. Po zdjęciu płatu niestety ściągnięcie policzków było mocno odczuwalne i wręcz niekomfortowe. Po zmyciu zdecydowałam się nawet na zastosowanie wody różanej, aby to złagodzić. Skóra była wyraźnie rozjaśniona, stany zapalne zmniejszone, ale nie zauważyłam najważniejszego i obiecanego efektu, czyli nawilżenia.


eveline_bubble_mask_blog_recenzja_cena_działanie

Maski są dostępne za cenę ok. 6-9 zł. Ogólne wrażenia co do działania można określić jako pozytywne, ale przeciętne. Maski nie wyróżniły się na tyle, bym jeszcze do tego produktu wróciła. Tym bardziej, że w tym przypadku wypróbowałam po 2 sztuki z każdego rodzaju.


Lubicie babelkujące maski? Które z nich polecacie?


DIY: mydełko peelingujące

25 marca 2021

DIY: mydełko peelingujące

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog

Z zamiarem stworzenia własnych mydeł nosiłam się już długo. W końcu udało mi się za to zabrać i tak powstała wersja peelingująca. Czemu działa peelingująco? Bo wybrałam specjalną foremkę z wypustkami, a dodatkowo recepturę wzbogaciłam o nasiona truskawek. Z mojego przepisu można zrobić dwa niewielkie mydełka. 

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog


Mydło peelingujące - przepis

  • 90 g glicerynowej bazy mydlanej
  • 10 g masła kakaowego (regeneruje skórę i zwalcza rozstępy)
  • łyżeczka nasion truskawek
  • 30 kropli olejku eterycznego grejprfutowego (działa antycellulitowo) 
  • 4 krople barwnika
  • foremki do mydła
  • opcjonalnie: alkohol (u mnie izopropylowy) w butelce z atomizerem

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blogdiy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog

Mydło peelingujące - wykonanie

1. Rozdrabniamy bazę mydlaną, a następnie ją rozpuszczamy. Ja polecam ją wstawić do mikrofalówki, bo zajmuje to minutę. Jeśli musicie zrobić to w kąpieli wodnej, proponuję zetrzeć bazę na tarce, by kawałki były jak najmniejsze. Ja do bazy dodałam też od razu masło kakaowe, które również wymaga rozpuszczenia.

2. Do płynnej bazy wsypujemy łyżkę nasion lub innych drobinek, np. kawy.

3. Wlewamy 20-30 kropli olejku eterycznego. 

4. Dodajemy kilka kropel barwnika. 

5. Wszystko dokładnie mieszamy i wlewamy do foremki. 

6. Spryskujemy powierzchnię mydła alkoholem, żeby wyeliminować nierówności i bąbelki.

7. Wkładamy mydło do lodówki na ok. 2-3 godziny. 

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog


Dzięki wypustkom mydełka możemy używać bezpośrednio na skórze i wykonywać nim masaż!

 

L'Oreal, Infaillible Blush Paint / The Pink | Cukierkowa paleta róży

18 marca 2021

L'Oreal, Infaillible Blush Paint / The Pink | Cukierkowa paleta róży

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

Myślę, że dla wielu kobiet róż nie jest koniecznością w makijażu, ja natomiast jestem ich fanką. Posiadam zarówno róże pojedyncze, jak i palety, ale ostatnio ciągle używam tylko jednej z nich - L'Oreal Infaillible, którą kiedyś dostałam w prezencie od koleżanki.

Jedna, dosyć poręczna paleta zawiera w sobie aż 5 odcieni - mniej więcej wielkości przeciętnego cienia do powiek, ale uwierzcie mi, że są one bardzo wydajne. Wiecie co jest najciekawsze? Że cała paleta pachnie jak... landrynki! Zapach jest słodki, cukierkowy, ale nie drażni, wręcz umila użytkowanie.

Jak na róże w kamieniu, konsystencja jest całkiem "kremowa", co powoduje, że bardzo przyjemnie się je aplikuje. Poszczególne odcienie różnią się odrobinę wykończeniem i pigmentacją. Jeśli chodzi o trwałość, to nie mam do niej zastrzeżeń, ale bardzo wiele zależy oczywiście od użytego podkładu. Na fluidach matujących róże są wyraźniejsze i zdecydowanie dłużej się utrzymują. 

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

Najrzadziej używam najjaśniejszych odcieni, czyli Ballet Me oraz Peony Rose. Pomimo że na swatchach wydaje się, że odcień różany jest ciemniejszy, to u mnie w rzeczywistości na policzku lepiej jest widoczny Ballet Me, ma on też bardziej satynowe wykończenie i troszkę brokatowych drobinek. To kolory w chłodnym tonie, przeznaczone raczej dla bladolicych. 

Despinkable Me to brzoskwinia z drobinami, która na policzkach uzyskuje różowy podton. Absolutnie nie wygląda jak bronzer czy nie jest pomarańczowa. Według mnie to bardzo neutralny odcień, który będzie pasować do wielu osób.

Fuchsia Afterhours to najbardziej napigmentowany róż z całej gromadki, o najbardziej matowym wykończeniu. Przy aplikacji trzeba być naprawdę ostrożnym i warto tutaj używać dobrego, puchatego pędzla, który ładnie ten odcień rozprowadzi. Pomimo takiego napigmentowania nigdy nie zdarzyło mi się zrobić nim sobie jakichkolwiek plam. To faktycznie odcień, który ma w sobie domieszkę fuksji. 

Flamingo Dance to mój ulubiony róż - jest zdecydowanie inny od pozostałych, bo ma rozświetlające wykończenie, które jednak nie wygląda tandetnie. Dzięki niemu policzki wyglądają na świeże i zdrowe. Ma ceglaste, ciepłe nuty, ale absolutnie nie daje on efektu, jaki moglibyśmy uzyskać na mrozie czy po spożyciu napojów z procentem ;)

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

Według mnie to naprawdę świetna paleta drogeryjnych róży, które są uniwersalne, bo znajdziemy tu kilka odcieni o różnorodnych wykończeniach, przyjemnych w aplikacji. Stworzymy tu lekki efekt różanych policzków, jak i coś mocniejszego, np. do czerwonej szminki na wieczór. Z tego, co widziałam, w Internecie paletę można kupić nawet za 20 zł, ale jest ona już coraz trudniej dostępna.


Używacie palet z różami czy kupujecie każdy odcień osobno?