DIY: mydełko peelingujące

25 marca 2021

DIY: mydełko peelingujące

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog

Z zamiarem stworzenia własnych mydeł nosiłam się już długo. W końcu udało mi się za to zabrać i tak powstała wersja peelingująca. Czemu działa peelingująco? Bo wybrałam specjalną foremkę z wypustkami, a dodatkowo recepturę wzbogaciłam o nasiona truskawek. Z mojego przepisu można zrobić dwa niewielkie mydełka. 

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog


Mydło peelingujące - przepis

  • 90 g glicerynowej bazy mydlanej
  • 10 g masła kakaowego (regeneruje skórę i zwalcza rozstępy)
  • łyżeczka nasion truskawek
  • 30 kropli olejku eterycznego grejprfutowego (działa antycellulitowo) 
  • 4 krople barwnika
  • foremki do mydła
  • opcjonalnie: alkohol (u mnie izopropylowy) w butelce z atomizerem

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blogdiy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog

Mydło peelingujące - wykonanie

1. Rozdrabniamy bazę mydlaną, a następnie ją rozpuszczamy. Ja polecam ją wstawić do mikrofalówki, bo zajmuje to minutę. Jeśli musicie zrobić to w kąpieli wodnej, proponuję zetrzeć bazę na tarce, by kawałki były jak najmniejsze. Ja do bazy dodałam też od razu masło kakaowe, które również wymaga rozpuszczenia.

2. Do płynnej bazy wsypujemy łyżkę nasion lub innych drobinek, np. kawy.

3. Wlewamy 20-30 kropli olejku eterycznego. 

4. Dodajemy kilka kropel barwnika. 

5. Wszystko dokładnie mieszamy i wlewamy do foremki. 

6. Spryskujemy powierzchnię mydła alkoholem, żeby wyeliminować nierówności i bąbelki.

7. Wkładamy mydło do lodówki na ok. 2-3 godziny. 

diy_domowe_naturalne_mydło_peelingujące_przepis_jak_zrobić_blog


Dzięki wypustkom mydełka możemy używać bezpośrednio na skórze i wykonywać nim masaż!

 

L'Oreal, Infaillible Blush Paint / The Pink | Cukierkowa paleta róży

18 marca 2021

L'Oreal, Infaillible Blush Paint / The Pink | Cukierkowa paleta róży

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

Myślę, że dla wielu kobiet róż nie jest koniecznością w makijażu, ja natomiast jestem ich fanką. Posiadam zarówno róże pojedyncze, jak i palety, ale ostatnio ciągle używam tylko jednej z nich - L'Oreal Infaillible, którą kiedyś dostałam w prezencie od koleżanki.

Jedna, dosyć poręczna paleta zawiera w sobie aż 5 odcieni - mniej więcej wielkości przeciętnego cienia do powiek, ale uwierzcie mi, że są one bardzo wydajne. Wiecie co jest najciekawsze? Że cała paleta pachnie jak... landrynki! Zapach jest słodki, cukierkowy, ale nie drażni, wręcz umila użytkowanie.

Jak na róże w kamieniu, konsystencja jest całkiem "kremowa", co powoduje, że bardzo przyjemnie się je aplikuje. Poszczególne odcienie różnią się odrobinę wykończeniem i pigmentacją. Jeśli chodzi o trwałość, to nie mam do niej zastrzeżeń, ale bardzo wiele zależy oczywiście od użytego podkładu. Na fluidach matujących róże są wyraźniejsze i zdecydowanie dłużej się utrzymują. 

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

Najrzadziej używam najjaśniejszych odcieni, czyli Ballet Me oraz Peony Rose. Pomimo że na swatchach wydaje się, że odcień różany jest ciemniejszy, to u mnie w rzeczywistości na policzku lepiej jest widoczny Ballet Me, ma on też bardziej satynowe wykończenie i troszkę brokatowych drobinek. To kolory w chłodnym tonie, przeznaczone raczej dla bladolicych. 

Despinkable Me to brzoskwinia z drobinami, która na policzkach uzyskuje różowy podton. Absolutnie nie wygląda jak bronzer czy nie jest pomarańczowa. Według mnie to bardzo neutralny odcień, który będzie pasować do wielu osób.

Fuchsia Afterhours to najbardziej napigmentowany róż z całej gromadki, o najbardziej matowym wykończeniu. Przy aplikacji trzeba być naprawdę ostrożnym i warto tutaj używać dobrego, puchatego pędzla, który ładnie ten odcień rozprowadzi. Pomimo takiego napigmentowania nigdy nie zdarzyło mi się zrobić nim sobie jakichkolwiek plam. To faktycznie odcień, który ma w sobie domieszkę fuksji. 

Flamingo Dance to mój ulubiony róż - jest zdecydowanie inny od pozostałych, bo ma rozświetlające wykończenie, które jednak nie wygląda tandetnie. Dzięki niemu policzki wyglądają na świeże i zdrowe. Ma ceglaste, ciepłe nuty, ale absolutnie nie daje on efektu, jaki moglibyśmy uzyskać na mrozie czy po spożyciu napojów z procentem ;)

loreal_infaillible_blush_paint_róże_swatche_blog_opinia_zdjęcia

Według mnie to naprawdę świetna paleta drogeryjnych róży, które są uniwersalne, bo znajdziemy tu kilka odcieni o różnorodnych wykończeniach, przyjemnych w aplikacji. Stworzymy tu lekki efekt różanych policzków, jak i coś mocniejszego, np. do czerwonej szminki na wieczór. Z tego, co widziałam, w Internecie paletę można kupić nawet za 20 zł, ale jest ona już coraz trudniej dostępna.


Używacie palet z różami czy kupujecie każdy odcień osobno?


NaiLove: Neonail, Plumeria Scent | Rozbielony fiolet idealny na wiosnę!

9 marca 2021

NaiLove: Neonail, Plumeria Scent | Rozbielony fiolet idealny na wiosnę!

neonail_lakier_hybrydowy_hybryda_plumeria_scent_4811-7_blog_swatche

Całe wieki nie pokazywałam Wam lakierów do paznokci! A to dlatego, że przez dosyć długi okres zrezygnowałam z hybrydy na rzecz regeneracji płytki.

Ale dzisiaj w końcu możecie obejrzeć zdjęcia bardzo wiosennego odcienia od Neonail o nazwie Plumeria Scent.

To mocno rozbielony fiolet, z różowawymi tonami (widać je na żywo) o kremowym wykończeniu. Do pełnego krycia najlepiej nałożyć trzy warstwy, w przeciwnym razie łatwo o prześwity i nierówności. Nie zauważyłam problemów ze spływaniem czy rozlewaniem się lakieru na boki.

Taki kolor niestety wymaga też sporej precyzji – niedociągnięcia przy skórkach są dosyć mocno widoczne.

Według mnie odcień jest naprawdę świetny! Pastelowy, świeży, wiosenny i bardzo dziewczęcy. Zresztą - jego nazwa nawet nawiązuje do kwiatów. Popatrzcie na niego!

neonail_lakier_hybrydowy_hybryda_plumeria_scent_4811-7_blog_swatche
neonail_lakier_hybrydowy_hybryda_plumeria_scent_4811-7_blog_swatche

neonail_lakier_hybrydowy_hybryda_plumeria_scent_4811-7_blog_swatche

Lubicie pastelowe odcienie na paznokciach?

Soraya, roślinne maski na tkaninie - ukojenie, wygładzenie, nawilżenie

25 lutego 2021

Soraya, roślinne maski na tkaninie - ukojenie, wygładzenie, nawilżenie

soraya_naturalnie_maska_na_tkaninie_recenzja_blog

Testowanie maseczek powraca na blog! Tym razem będą to maski na tkaninie marki Soraya - w składzie mają one aż 96-98% składników naturalnych, co mnie zaskoczyło, bo nie wiązałam tej firmy z kosmetykami naturalnymi. Wszystkie maski już zużyłam i... wrażenia są pozytywne!

To, co można powiedzieć ogólnie to to, że maski nie mają zbyt intensywnych zapachów, są dobrze nasączone, ale w opakowaniu nie zostaje już dodatkowa esencja na dekolt. Maska zachowuje jednak nawilżenie podczas całego zabiegu. Płaty są dosyć duże i pocięte w wielu miejscach, przez co łatwiej je dopasować do różnych kształtów twarzy, co często stanowi problem w przypadku wersji azjatyckich. Trochę lepiej mogłyby być tylko wycięte okolice ust. Nakładamy je jedynie na 5-10 minut i resztki zostawiamy na twarzy. Esencja po wyschnięciu robi się lekko lepka, ale spokojnie da się z tym funkcjonować. Ja robiłam tak, że nie nakładałam już makijażu ani nie myłam twarzy do końca dnia lub zostawiałam esencję na noc. 

soraya_naturalnie_maska_na_tkaninie_recenzja_blog

Roślinne ukojenie


Jak nazwa wskazuje, maska ma nam dać poczucie ulgi... i tak się właśnie dzieje! Od razu po nałożeniu ma się wrażenie łagodzenia, ukojenia, które utrzymuje się także po ściągnięciu płatu. Skóra jest rozjaśniona, koloryt wyrównany, mniej zaczerwienień. Następnego dnia skóra też jest mniej podrażniona, ale nie utrzymuje się już ten efekt rozświetlenia. Ta maska chyba spodobała mi się najmniej z całej trójki. 

Lawendowe nawilżenie


Ta maska miała najbardziej wyrazisty zapach z kwiatową nutą. Była tak cudownie delikatna, że miałam wrażenie nakładania na twarz łagodzącego mleczka. Po ściągnięciu skóra była dobrze nawilżona, koloryt wyrównany, brak jakiegokolwiek zaczerwienienia czy pieczenia. Dla mnie najfajniejszym efektem było zmniejszenie wydzielania sebum, także kolejnego dnia po zabiegu. 


soraya_naturalnie_maska_na_tkaninie_recenzja_blog


Roślinne wygładzenie


Po nałożeniu tej maski odczuwalne było mocne chłodzenie oraz pieczenie. Raczej nie jest to więc propozycja dla cer wrażliwych. Po zdjęciu twarz była lekko zarumieniona, ale w takim pozytywnym sensie, wyglądała zdrowo. Za to stany zapalne uległy złagodzeniu - następnego dnia po zostawieniu esencji na noc było nawet jeszcze lepiej!


Czy maski okazały się warte uwagi? W moim odczuciu jak najbardziej i według mnie nie ustępowały w działaniu azjatyckim wersjom. Ja otrzymałam je ze sklepu bee.pl, gdzie kosztują 7 zł za sztukę, więc to przyzwoita cena na skuteczną maskę w płacie. 



*Wpis powstał we współpracy ze sklepem bee.pl 
 

Niedziela dla włosów z kosmetykami naturalnymi

14 lutego 2021

Niedziela dla włosów z kosmetykami naturalnymi

Milczenie na blogu przerywam powrotem serii, w którą dosyć chętnie klikacie - niedzieli dla włosów. Dzisiaj na swojej głowie przetestowałam kosmetyki naturalne ze sklepu bee.pl (który oprócz kosmetyków ma także zdrową żywność - wszystko w jednym miejscu!). To była taka pielęgnacja... z poziomu średniego ;) Czyli coś więcej niż na co dzień, ale nie poświęciłam na nią zbyt wiele czasu. 


1. Zaczęłam od mycia szamponem Canabo Ostropest, żeby pozbyć się pierwszej warstwy sebum. 

2. Następnie zrobiłam peeling skóry głowy przy pomocy produktu od Vianka. Jako że jest to peeling cukrowy, to drobinki dość szybko się rozpuszczają. Ale kosmetyk ma dość gęstą konsystencję, dzięki czemu łatwiej go zaaplikować.

3. Drugie mycie. Szampon okazał się bardzo delikatny i nie pieni się zbyt dobrze, ale to przez to, że nie posiada w składzie silnych detergentów. Podczas mycia czułam, że włosy się nie wysuszają i nie plączą.

4. Na ok. 5-7 minut nałożyłam ekspresową maskę Organic Shop z figą i migdałem. Maska nie jest mocno nawilżająca, ale pomaga delikatnie wygładzić włosy. Całe szczęście ich nie obciąża. 

5. Potem rozczesałam włosy. Okazało się, że po delikatnym szamponie i masce jestem to w stanie zrobić bez dodatkowego sprayu.

6. Skórę głowy spryskałam wodą różaną od Make Me Bio. Działa ona antyseptycznie, przeciwzapalnie, a nawet kojąco. Akurat ta woda jest  100% naturalna i strasznie drażni mnie zapach (wcześniej miałam wersję z dodatkami), ale doceniam taki dobry skład!


A poniżej efekty. Włosy były lekkie, ale nawet ładnie wygładzone. Nie mogłam ich za bardzo odbić od nasady i zastanawiam się, czy to nie jest wina peelingu, który zawiera jednak w sobie olejki. 



*post powstał we współpracy ze sklepem internetowym bee.pl

20 inspirujących rzeczy, które można zrobić w domu podczas lockdownu!

12 stycznia 2021

20 inspirujących rzeczy, które można zrobić w domu podczas lockdownu!



Jesteśmy w trakcie kolejnego lockdownu i wszystko zapowiada, że wciąż przez najbliższe tygodnie lub nawet miesiąca będą nas czekały ograniczenia. Jako rasowa domatorka i introwertyczka nieźle sobie w tym zamknięciu radzę, dlatego postanowiłam się z Wami podzielić fajnymi rzeczami, które można robić podczas tej narodowej kwarantanny! Macie już dosyć zamknięcia w domu? A czy zrobiliście już to? :)

Czas na... generalne porządki!


Lockdown to doskonały moment na wysprzątanie absolutnie każdego kąta w mieszkaniu i nie tylko. Wielu z nas nie ma na to czasu na co dzień, a w weekend chce po prostu odpocząć lub spędzić czas z bliskimi. Sama zaliczyłam już ten punkt i choć wydaje się, że jest czysto, to uwierzcie, że przy standardowym sprzątaniu pewnie nie przeszlibyśmy testu białej rękawiczki ;) Co można posprzątać?


1. Wyjąć wszystko z szafek, umyć je i uporządkować w nich rzeczy. Wyrzucić to, co jest niepotrzebne, zepsute lub przeterminowane. 


2. Poszukać inspiracji na organizację przestrzeni na Pintereście i wprowadzić zmiany. Ja akurat uwielbiam wszelkie gadżety, które pomagają w przechowywaniu rzeczy i tak posiadam m.in. specjalne wieszaki na spodnie / paski / apaszki, plastikowe półeczki do przechowywania butów i bielizny, słoiki i koszyki na przyprawy i produkty spożywcze, futerał na kable i ładowarki. 


3. Przejrzeć ubrania i wyrzucić lub oddać te, których nie zakładamy. Ostatnio zrobiłam niezły remanent w szafie. Część trafiła do śmietnika, a część oddałam do recyklingu (akcje takie prowadzą niektóre marki modowe, np. Answear czy H&M, czasem również sklepy z bielizną). 


4. Uporządkować dokumenty. Paragony, faktury, instrukcje obsługi, wyniki badań, dokumenty związane z pracą mam poukładane w osobnych teczkach. Raz lub dwa razy w roku robię przegląd i wyrzucam to, co jest już niepotrzebne, np. faktury na rzeczy, których już nie obejmuje gwarancja.


5. Zrobić porządki cyfrowe na komputerze i telefonie. To punkt, którego niestety szczerze nie lubię. Przyznajcie się - kto z Was nie ma miliona zdjęć w komórce, zawalonego ikonami pulpitu i masy plików w folderze "Pobrane"? No właśnie! Kiedyś trzeba to zrobić. Wartościowe pliki warto dodatkowo przenieść do chmury lub dysku zewnętrznego. 



Czas na... coś pysznego!


Kwarantanna jest świetnym czasem na wypróbowanie nowych przepisów. Nie wiem jak Wy, ale na co dzień preferuję dania, których przygotowanie zajmuje maksymalnie 30 minut. Dlatego czas znaleźć przepisy w Internecie, które są bardziej czasochłonne lub zawierają jakieś nietypowe składniki. Staram się, żeby ten post zawierał mniej banalne pomysły, dlatego podrzucę Wam kilka kulinarnych trików, które warto wypróbować.


6. Nauczyć się gotować z resztek. Czy wiecie, że statyczny Polak marnuje ponad 200 kg żywności rocznie? To jest jakaś niewyobrażalna liczba! Dlatego można pomyśleć o daniach zero waste. Przykład? Z obierków można zrobić smaczny bulion warzywny, a z nogi brokułu placki. Czerstwy chleb można wykorzystać jako grzanki do zupy lub zrobić z niego tosty francuskie. 


7. Przygotować na zapas domowe kostki rosołowe. To patent, który poznałam dzięki mojej dietetyczce. Wystarczy jednego dnia poświęcić chwilę czasu na starcie i podsmażenie włoszczyzny, a następnie umieścić ją w silikonowych foremkach do muffinek i zamrozić. Dzięki temu zyskujemy bazę, z której można zrobić nawet 2 litry zupy bez dodatkowych przygotowań.


8. Pić codziennie antyzapalnego szota. Cóż to takiego? Przepis znalazłam w książce "Food Pharmacy". Celem tego szota jest zapobieganie powstawaniu w naszym organizmie zapaleń, które powodują dolegliwości i choroby. Potrzebujecie odrobiny soku, kurkumy, pieprzu, cynamonu, goździków, octu jabłkowego, oliwy i soku z cytryny. 


9. Piec własny chleb lub bułki. Nie wiem, czy coś jest w stanie zastąpić cudowny zapach pieczenia chleba i tę chrupiącą skórkę. Ja do tej pory miałam podejście (niestety nieudane) do pieczenia bułek, ale na pewno się nie poddam ;) Domowy, naturalny chleb to jest naprawdę to!


10. Przygotować własne pasty i pasztety. Tak, ja na co dzień też korzystam z gotowych rozwiązań - hummus i pasty do kanapek kupuję w sklepie. Ale możemy przygotować własne pyszne wersje, np. na bazie ciecierzycy i innych warzyw, a następnie zawekować. 



Czas na... samorozwój!


Aż się prosi, aby trochę czasu poświęcić na własny rozwój i edukację - w jakim tylko chcecie aspekcie. Może coś od dawna odkładacie? Może chcecie spróbować czegoś nowego?


11. Nauczyć się obcych języków, gry na instrumencie lub śpiewu (albo jeszcze czegoś innego i nowego!). Umiejętność posługiwania się językami obcymi jest przydatna tak naprawdę każdemu. Wiele szkół prowadzi teraz zajęcia online, więc można zacząć naukę zupełnie od zera. A może podszkolić umiejętności przy pomocy jakiejś aplikacji ze słówkami? Założę się również, że wiele jest tutaj muzykalnych osób, u których gitara leży gdzieś w kącie lub które mają talent wokalny, ale go nie szlifują. Na pewno na YouTube znajdziecie darmowe kursy. Jeśli chodzi o śpiew, to polecam Gosię Sacałę, która jest trenerem głosu i ma grupę na Facebooku, gdzie publikuje ćwiczenia.


12. Przeczytać branżową książkę lub artykuł. Może istnieje jakiś aspekt w Waszym życiu zawodowym, który możecie rozwijać? Ja podczas pandemii sporo czytam o marketingu, copywritingu oraz sprzedaży. Dzięki temu zaczęłam działać jako freelancer w marketingu sieciowym. 


13. Posłuchać podcastu lub wziąć udział w webinarze. W Internecie znajdziecie całą masę absolutnie inspirujących treści, np. dotyczących budowania własnej marki lub zakładania firmy. Może to Was skłoni do życiowej zmiany? A może macie ochotę na odrobinę rozrywki? Ja często słucham podcastów kryminalnych (polecam szczególnie Stanowo, Justynę Mazur i Agę Rojek), jeśli natomiast lubicie tematy związane z relacjami damsko-męskimi, to na pewno spodoba Wam się podcast Okuniewskiej. 

 

14. Wykonać test Gallupa. Co to takiego? To narzędzie, dzięki któremu możemy rozpoznać nasze talenty i w zgodzie z wrodzonymi zdolnościami odnaleźć kierunek naszego rozwoju, w szczególności zawodowego. Test jest płatny, ale znajdziecie wiele darmowych materiałów dotyczących talentów oraz sposobów ich doskonalenia, np. u Dominika Juszczyka. 


15. Spróbować medytacji i jogi. Jeśli jesteście sceptykami w tej kwestii, to bez obaw - nie musicie wchodzić głęboko w aspekty duchowe czy filozoficzne. Możecie potraktować to jak fizyczne ćwiczenia pomagające lepiej kontrolować ciało czy uspokoić organizm, bo wiele opiera się tutaj na oddechu, co na pewno pomoże się wyciszyć. Polecam Wam do tego celu kanał Gosi Mostowskiej. 


16. Przyjrzeć się swoim emocjom. Na co dzień najczęściej jesteśmy w biegu i zapominamy o tym, że zdrowie to nie tylko nasze ciało, ale także psychika. Zastanówmy się nad momentem, w którym jesteśmy, może nagromadziła się w nas złość, frustracja lub negatywne emocje, które warto przepracować. Spójrzmy na siebie łaskawszym okiem, zróbmy dla siebie coś dobrego, celebrujmy sukcesy. Być może warto również poświęcić czas na przeanalizowanie relacji, w których tkwimy i zdecydowanie, czy na pewno są dla nas dobre. Pamiętajcie, aby nie wstydzić prosić się o pomoc swoich najbliższych lub psychoterapeuty. 


Czas na... handmade!


Choć robię to bardzo rzadko, to od czasu do czasu naprawdę lubię wykonać coś własnoręcznie. Pomaga mi to zaspokoić pewnego rodzaju pierwiastek artystyczny, który mam w sobie. Co można zrobić w domu?


17. Przygotować naturalne kosmetyki. Produkty oparte na naturalnych składnikach, które dopasujecie do własnych potrzeb. Składniki znajdziecie we własnej kuchni oraz sklepach internetowych z półproduktami kosmetycznymi. Na blogu w dziale DIY umieściłam już sporo przepisów!


18. Stworzyć sezonowe dekoracje. To też świetny patent na zabawę z dziećmi. Materiałowe dynie, świeczniki ze słoików, organizery z puszek, koc z wełny czesankowej. Pinterest to morze takich inspiracji!


19. Wykonać album ze zdjęciami. Przez rozpowszechnienie smartfonów każdy z nas posiada ogrom zdjęć, ale czy tak naprawdę je przeglądamy? Ja staram się każdego roku wydrukować najfajniejsze fotki i umieszczam je w spersonalizowanym albumie, który wykonuję metodą scrapbookingu. Naprawdę świetnie się przy tym bawię i potem z chęcią taki album przeglądam. 


20. Zrobić własną biżuterię. A gdyby posiadać biżuterię, jakiej nie ma nikt inny? Wprawdzie ostatnio takie rzeczy robiłam jako mała dziewczynka (miałam taki zabawkowy zestaw z koralikami), ale na studiach kupowałam ozdoby handmade od koleżanki i uważam, że to bardzo kreatywne zajęcie! 


A co Wy robicie teraz w domu?