Myślę, że moja "prysznicowa kolekcja" spokojnie mogłaby być o połowę mniejsza, ale lubię mieć wybór. Nie chcę sięgać codziennie po ten sam żel do mycia ciała, a moje włosy dobrze reagują na różnorodność.
I dlatego właśnie serwuję im dwa pielęgnacyjne komplety, o których już Wam wspominałam: Balea z olejkiem arganowym oraz lidlowski Cien "Colour & Shine". Kosmetyki działają podobnie - wygładzają i nabłyszczają włosy, ale seria z Balei jednak bardziej je obciąża. Dlatego zgodnie z Waszą sugestią mieszam szampon z inną odżywką - w tym momencie właśnie Cien.
Nie będę się rozpisywała na temat tych produktów, bo na blogu była już o nich mowa:
Nie będę się rozpisywała na temat tych produktów, bo na blogu była już o nich mowa:
Nietrudno zauważyć, że kosmetyki firmy Balea i Cien obecnie królują w mojej łazience ;)
Żel pod prysznic Cien o tropikalnym zapachu to produkt, który bardzo przypadł mi do gustu - zapach jest intensywny i soczysty, a skóra nie jest po nim sucha. Mniej polubiłam natomiast olejek pod prysznic z Balei. Jego właściwości pielęgnacyjne są bardzo w porządku - liczyłam na to, że będzie delikatnie nawilżał skórę, kiedy zimą zawsze dostaje w kość, i faktycznie tak się dzieje. Niestety zapach okazał się ostatecznie tak nijaki, że nie mam żadnej radości z używania tego kosmetyku, a moja ręka sięga jednak najczęściej po tropikalny żel mango.
Peeling Bania Agafii to u mnie nowość, która jednak mnie nie zachwyciła. Produkt został określony jako "rozgrzewający", ale zupełnie nie odczuwam takiego efektu. Zapach może się podobać lub nie - kojarzy mi się z... tajgą, co w sumie chyba jest słuszne, zważając na to, że to kosmetyk rosyjski. Peeling jest dla mnie zdecydowanie zbyt delikatny. Próbowałam go nakładać na sucho, ale niestety zupełnie się to nie sprawdza przez jego konsystencję, która wymaga odrobiny wilgoci. Skóra jest miękka w dotyku po jego użyciu, ale jestem na takim etapie, że od kosmetyków wymagam czegoś więcej.
Na koniec produkty do zadań specjalnych! Lactacyd to zdecydowanie mój ulubiony płyn do higieny intymnej, ale niestety nie w wersji fresh, którą teraz testuję. Świetnie sprawdzi się w czasie "kobiecych dni", bo daje spory komfort przez uczucie świeżości i czystości, ale niestety niekoniecznie na co dzień, bo nie ma właściwości łagodzących podrażnienia.
Żel do golenia Balea użyłam natomiast dopiero raz, ale zapowiada się obiecująco - ładnie, owocowo pachnie i ma ciekawą konsystencję - żel pod wpływem wody zwiększa objętość i zamienia się w gęstą pianę. Myślę, że może być wart poświęcenia mu większej ilości miejsca na blogu.
Jakie kosmetyki Wy macie pod prysznicem? Stawiacie na duży wybór czy raczej minimalizm?

Też lubię mieć wybór w tej kwestii. Nigdy nie ograniczam się do żelu, szamponu i odżywki, musi być wszystko i to w kilku rodzajach, szczególnie odżywki czy maski do włosów :D
OdpowiedzUsuńW końcu kosmetykoholiczka z Ciebie :P
UsuńWeszłam w post z nadzieją ze polecisz mi jakiś świetny peeling, ale widzę, że obie jesteśmy na etapie poszukiwania. U mnie zawsze królują słodkie zapachy, dlatego ziaja i jej czekoladowa seria najlepiej zaspokaja moje potrzeby. Co do włosów- moje pokochały kallos. Choć nie wiem jeszcze czy to nie kwestia moich upodobań zapachowych (waniliowy szampon i czekoladowa odżywka) za krótko ich używam, by to ocenić. Na lato chyba zainteresuje się tropikiem of cien, bo jak się domyślam, cena będzie w sam raz na moja kieszeń :)
OdpowiedzUsuńKiedyś miałam peeling z Put&Rub z serii otulającej i niezwykle mi się spodobał. Tyle, że jest o tyle specyficzny, że sporo w nim olejków i zostawia na skórze film, który nie każdemu będzie odpowiadał. Niemniej jednak polecam Ci spojrzenie na ich ofertę, choć produkty najtańsze nie są. Ja też dużym sentymentem darzę te malutkie peelingi z Joanny - wiem, że nie są jakieś rewelacyjne, ale te słodkie zapachy mnie przekonują ;) Co do Kallosa - to mam gdzies tam keratynowego i całkiem fajnie się dogaduje z moimi włosami. A kosmetyki Cien są tanie jak barszcz :)
UsuńBardzo lubie ta serie do wlosow z Balea ale nigdzie nie moge jej dorawc...chodzi mi o sklepiki z chemia niemiecka we Wro 😉 a cien nie mialam ale zainteresowalas mnie ta seria do wlosow. Musze ja ogarnac 😉
OdpowiedzUsuńKiedyś słyszałam, że Balea jest w pasażu Zielińskiego, ale nie zweryfikowałam tego.
UsuńA mnie zauroczyła ta piękna wanienka! :) Też lubię różnorodność pod prysznicem - lubię mieć wybór, dlatego w pobliżu stoi więcej kosmetyków. Poza tym trochę tego potrzeba, nie oszukujmy się - żel pod prysznic, szampon, odżywka, żel do higieny intymnej i żel do golenia to niezbędniki :).
OdpowiedzUsuńWanienkę dostałam kiedyś z całym zestawem kąpielowym :D
UsuńLubię mieć wybór ale niestety nie jest to możliwe u nas, mam prysznic i brodzik niego jest bardzo wązki także np. nie mogę trzymać mojej odżywki Kallos w nim, masakra ;-)
OdpowiedzUsuńhttp://domininews.blogspot.de/
Oj, to ciężko. Ja mam swoją półeczkę pod prysznicem :)
UsuńUzbierało się trochę tych kosmetyków, ale wszystko bardzo przydatne wiec nie ma tragedii co do ilości :)
OdpowiedzUsuńOtóż to ;)
UsuńCzy ja wiem czy to dużo. Ja też mam pod prysznicem kilka szamponów, odzywek, żeli. W zalezności od potzreb skóry/włosów uzywam odpowiedniego produktu.
OdpowiedzUsuńMyślę, że dla niektórych mogłoby być to dużo ;)
UsuńJa zawsze mam pod prysznicem żel z Ziaja z serii masło kakaowe i balsam do ciała. DO tego szampon Henna Wax dla blondynek :)
OdpowiedzUsuńojjj ja mam pod prysznicem dużo za dużo ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny post! Osobiście uwielbiam mieć duży wybór. Przy każdej lepszej okazji z partnerem ścieramy się, ponieważ on uwielbia minimalizm ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Wiktoria z bloga Book Written Rose. Zapraszam ❤
Nie miałam nigdy żadnego kosmetyku Cien, a już tyle razy się zastanawiałam nad ich jakością
OdpowiedzUsuńJa mam znacznie więcej :) Dążę jednak do zminimalizowania liczby butelek w łazience :)
OdpowiedzUsuńRowniez uzywam Lactacydu tylko rozowegoo :)) a ogolnie niezle zbiory :))
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :) reaguje na każdą obserwację :) Vademecumpiekna.blogspot.com
A tam, wcale nie aż tak dużo! ;D
OdpowiedzUsuń