kwietnia 18, 2020

Trzy maseczki, których używałam w ostatnich miesiącach | Buña, Marion, Balea

maseczka_do_twarzy_buna_marion_balea_blog_uroda

Mam nadzieję, że pamiętacie, żeby uzupełnić swoją pielęgnację twarzy o maseczki? U mnie to obowiązkowy rytuał - raz lub dwa razy w tygodniu. W dzisiejszym poście postanowiłam za jednym zamachem pokazać Wam trzy produkty, które stosowałam w ostatnich miesiącach. Jak to w życiu bywa, jedne wypadły lepiej, drugie gorzej. Pod lupą marki: Balea, Marion oraz Balea i ich maseczki w niskich cenach.  

Buña, Żelowa maseczka łagodząca - Aloes


Muszę przyznać, że tę maseczkę prawie oceniłabym trochę krzywdząco. Wydawało mi się, że nie działa zbyt dobrze, dopóki nie użyłam jej po peelingu kwasowym. Jak nazwa wskazuje, faktycznie maseczka ma żelową i lekką konsystencję, a do tego jest przezroczysta. Dosyć szybko się wchłania, chociaż może zostawiać troszkę lepką warstwę, dlatego lepiej będzie nie przesadzać z jej ilością i wtedy nie musimy jej zmywać. Jeśli nie macie jakichś większych problemów z podrażnieniami czy swędzeniem skóry, to raczej nie zauważycie efektów. Ja jej działanie doceniłam dopiero po kwasie, bo naprawdę udało jej się złagodzić wszelki dyskomfort czy pieczenie. Fajnie jest ją włożyć do lodówki i użyć w upalny dzień - jej forma nadaje się idealnie na taki chłodzący kompres. Producent zapewnia, że można jej używać pod makijaż i wydaje mi się to całkiem niezłą opcją dla suchej skóry. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że jesteśmy w stanie osiągnąć podobne działanie przy zwykłym żelu aloesowym. 

Oprócz aloesu w składzie znajdziemy ekstrakt z bakopy drobnolistnej (co ciekawe tę roślinę stosuje się jako lek - ma m.in. działanie przeciwzapalne), ekstrakt z babki lancetowatej (łagodzi podrażnienia, ale również zwęża pory) czy wyciąg z komórek drożdży piwowarskich (działanie regenerujące, odżywcze i nawilżające). 

Cena: ok. 10 zł / 70 g 

maseczka_do_twarzy_buna_marion_balea_blog_uroda

Marion, Miód i cytryna - Intensywnie regenerująca maseczka do twarzy


Maseczka od Marion to największy niewypał z prezentowanego w tym wpisie trio. W zasadzie to odnoszę wrażenie, że nie można do niej przypasować żadnego sformułowania, które znalazło się na opakowaniu. Ani nie jest intensywnie regenerująca, ani nie daje blasku czy energii, a tym bardziej nie pomoże w przypadku cery szarej czy zmęczonej. 

Ma formę dosyć gęstego kremu, ale przy aplikacji mamy wrażenie.... nakładania silikonu. I może, kiedy mamy ją na twarzy, nie wydaje się, że jest jakoś źle. Ale po zmyciu oprócz tego, że może cera jest bardziej miękka, to nie widać żadnego innego działania, nawet nawilżenia. 

Dopiero na dalszych miejscach w składzie możemy zauważyć masło shea, ekstrakt z trawy jęczmienia (działa wygładzająco i rozjaśniająco), miód i wyciąg ze skórki cytryny.

Cena: ok. 10 zł / 50 ml 

maseczka_do_twarzy_buna_marion_balea_blog_uroda

Balea, Icy Cocos Maske


Produkt Balei wypadł najlepiej z całego zestawienia. Ma przyjemną konsystencję bitej śmietany i mimo że wygląda jak krem, to na działanie wystarczy jej faktycznie ok. 15 minut. Po użyciu skóra jest wygładzona i miękka, a mało tego - zaczerwienienia są rozjaśnione i wszelkie uszkodzenia skóry jakby zagojone. Zapach przypomina waniliowy budyń z dodatkiem kokosa. 

Chyba w prostocie tkwi siła, bo znajdziemy tu popularne składniki, jak olej z nasion słonecznika, olej z pestek winogron, olej z awokado, masło shea, ale również witaminę B3 i puder jogurtowy. 

Cena: ok. 10 zł / 50 ml


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za wszystkie komentarze! Jeśli spodobał Ci się mój blog, zapraszam do obserwowania, co będzie motywować mnie do dalszej pracy!
Nie reklamuj się - staram się zaglądać do wszystkich, którzy komentują moje posty.

Serdecznie zachęcam do dzielenia się swoimi opiniami na poruszane przeze mnie tematy :)